Ostatnio w Nadprzyrodzonych
Poszłam dalej w głąb lasu. Odwróciłam się i go już nie było. Nagle poczułam jak ktoś uniemożliwia mi ruch i oddech. Szarpie się, ale na nic to. Zaczynam widzieć czarne plamki przed oczami. A sekundę później jest ciemność.
nie nazwała. Bardziej pasuje apartament. No więc obudziłam się w apartamencie, który wydaje mi się znajomy. Na wiszącym krześle obok kanapy były przygotowane moje ubrania. Gdy się ubrałam do drzwi zapukała śliczna blondynka. Podeszła do mnie i przytuliła. Gdy mnie puściła, odezwała się:
- Hej Lily, widzę, że już się obudziłaś. Chodź, pójdziemy do Klausa - powiedziała melodyjnym głosem.
- Hej, czy my się znamy? - zapytałam się owej blondynki.
- Ahh, tak, zapomniałam, że nie pamiętasz - odpowiedziała na moje pytanie blondynka, ciągnąc mnie w stronę gabinetu jak się domyśliłam.
- Jak nie pamiętam ? Niby czego nie pamiętam ? Ejjj ! - pytałam, gdy ona dociągnęła mnie do gabinetu, otworzyła drzwi i (dosłownie) wrzuciła do środka. Leżąc na ziemi, usłyszałam jak drzwi się zamykają. Sekundę później odezwał się męski głos z słyszalnym brytyjskim akcentem.
- Chodź pomogę ci Lily - powiedział przystojny brunet.
- Dzięki, ale mam pytanie. Czy my się znamy ? - zapytałam trochę zdezorientowana.
- Tak, ale ty tego nie pamiętasz. - odpowiedział - Nazywam się Niklaus Mikaelson. Mów mi Klaus.
- To ty jesteś Klaus, najpotężniejsza istota, która stąpa po ziemi - troszeczkę się przeraziłam. Najpotężniejsza istota na ziemi mnie porwała. Super. Jeszcze za chwilę się dowiem, że Edward ze Zmierzchu jest prawdziwy i żyje sobie czekając na Belle. Moja wypowiedź go usatysfakcjonowała, bo się uśmiechnął.
- No cóż, to prawda - powiedział z uśmiechem pełnym samouwielbienia.
- Czemu mnie porwałeś ? - zapytałam trochę pogubiona.
- Ale to nie ja cię porwałem - powiedział, siadając. Gestem dłoni wskazał mi miejsce obok siebie. Niepewnie udałam się na miejsce, które wskazał. Gdy usiadłam, stało się coś dziwnego i niezwykłego. Niklaus Mikaelson, najpotężniejsza istota na planecie, przytulił się do mnie. A bardziej zaczął mnie dusić. Tulił mnie tak mocno jakby nie widział mnie z pół wieku. Również odwzajemniłam uścisk. Ledwo, ale zawsze coś. Nie mogąc już oddychać odsunęłam się i wzięłam wielki wdech wydech. Klaus spojrzał na mnie z przepraszającą miną. Albo mi się tak zdawało.
- Przepraszam. Ciągle zapominam, że w połowie jesteś człowiekiem - że co ? W połowie człowiekiem ? Kiedy Nick* zauważył mój wzrok, który mówił sam za siebie, chyba postanowił mi to wyjaśnić.
- Nie ważne, ale teraz ja mam pytanie. Skąd o mnie wiesz ? - zapytał, przyglądając mi się uważnie. Patrzył na każdy mój ruch.
- Gdy byłam mała moja babcia, opowiadała mi historię o tobie. Na początku myślałam, że to wymyśliła, ale niedawno się przekonałam, że to wszystko prawda. - powiedziałam zgodnie z prawdą. Chociaż szczerze ja nigdy nie kłamałam. Sądzę, że chyba nawet nie umiem kłamać. Klaus popatrzył na mnie i szukał najmniejszej oznaki, która wskazywałaby to, że kłamię.
- Dobrze - odparł zamyślony. Nie przeszkadzałam mu. Zastanawia mnie tylko jedno. Ile rzeczy ja nie pamiętam ? Myśląc, nie zaważyłam, że Nick wstał i wyciągnął do mnie dłoń.
- Chodź pokaże ci pewne miejsce - powiedział, otrząsając mnie z zamyślenia. Nie ufnie, ale to zrobiłam. Podałam mu dłoń. Prowadził mnie przez różne korytarze. Mijaliśmy setki drzwi. Aż w końcu doszliśmy do prawidłowych drzwi. Gdy mi je otworzył myślałam, że oczy wyjdą mi z orbit. Pokój ten był pracownią z przepięknymi obrazami. W rogu pracowni stał równie przecudowny fortepian. Jak byłam mniejsza uwielbiałam grać na fortepianie. Po śmierci mojego brata przestałam grać. Czemu ? Dlatego, że to właśnie on nauczył mnie na nim komponować. Tak. Czteroletnia dziewczynka umie zagrać Beethovena. Byłam tak zapatrzona w fortepian, że zanim się obejrzałam, siedziałam już przy fortepianie i zaczęłam grać.
Siedzimy już z tą małą wiedźmą cztery godziny, a ona nadal nie znalazła Lily. Wczoraj po imprezie każdy ją szukał, ale nigdzie jej nie było. Szukaliśmy każdy kawałek lasu, gdy Blondi znalazła karteczkę, na której było " Mam waszą wiedźmę. Pozdrawiam Klaus". Aktualnie, siedzę w fotelu ze szklanką z burbonem, Blondi stoi nad fotelem, na którym siedzi Stefan z Eleną, przyjaciółeczka Lily, jak jej było L..l..Lucy chodzi w kółko, a reszta siedzi przy wiedźmie na kanapie.
- Mam ją - wykrzyknęła szczęśliwie wiedźma. Wszyscy oprócz mnie oczywiście, do niej podchodzą. - Jest tutaj - pokazuje palcem na mapie.
- Wiem, gdzie to jest - mówi Stefan - Caroline jedziesz ze mną ?
- Tak - odpowiada Blondi.
- Nie chce mi się zostawać z dziećmi - pokazałem na resztę - więc, zabiorę się z wami. -wstałem i ruszyłem za Stefkiem i Blondi. Po jakiś 10 minutach byliśmy na miejscu. Szybko ruszyliśmy do drzwi, które, co było dziwne, były otwarte. Gdy weszliśmy do środka, pierwszą rzecz a jaką usłyszałem były piękne dźwięki fortepianu. Ja ze Stefciem i Blondi ruszyliśmy za przecudownym dźwiękom muzyki. W końcu, gdy znaleźliśmy odpowiednie drzwi, co było cudem, otworzyliśmy je. Widok jaki tam zastaliśmy był.... dziwny i wręcz niespotykany. W pokoju, a bardziej pracowni siedział na kanapie, która była blisko fortepianu, na którym grała Lily, siedział jakiś koleś. Skończywszy ten utwór, od razu zaczęła grać następny. Nagle mężczyzna przeniósł wzrok na nas. Pokazał palcem byśmy byli cicho.

Brak komentarzy:
Prześlij komentarz