
Po tym, gdy wróciłam i wyściskaliśmy się, każdy zaczął zadawać pytania. Jedno i to samo pytanie padało co najmniej 1 minutę. ,, Czy coś ci zrobił ?" Mimo, iż powiedziałam, że nie ustalili jakieś warty. Każdy z nich ma mnie pilnować. Nie spodobał mi się ten pomysł. Nie tylko mi. Nie spodobał się także Damon'owi i Lucy. Cieszę się, że mam taką przyjaciółkę. Mimo, że jest nieśmiertelna. Właśnie. Zapomniałam wspomnieć. Lucy jest wampirem. Ale nie młodym. Ma jakieś 518 lat. Powiedziała mi to niedawno. Ja też powiedziałam jej wtedy, że jestem wiedźmą. Ona tak jak ja miała to gdzieś. Jesteśmy przyjaciółkami i nic tego nie zmieni. Nawet śmierć. Nawet babcia ją polubiła. Babcia wie, że jest wampirem. Dobra przyjdźmy do rzeczy. Minutę później stwierdzili, że jestem wiedźmą to sobie dam radę. Auć. Bolało. Później zaczęli się mnie pytać czy znam jego plany. Słysząc, że nie, zastanawiali się czy jednak nie dać ochrony.... Komu ? Proszę o bębny. ELENIE !!!! Jak spędzam z nimi coraz więcej czasu, to zauważyłam, że wszyscy boją się o Elenkę. Elena jest w niebezpieczeństwie. Elena ma skaleczoną rękę. Elena to i tamto. A ona co ? Robi z siebie jakąś ofiarę. Nie mówię, że jej nie lubię, bo skłamię. Ale irytuje mnie, że robi z siebie wieczną ofiarę. Nie da się tego wytrzymać. Na szczęście Lucy zauważyła moją minę i powiedziała, że jestem pewnie zmęczona i powinnam się przespać. Stefan od razu zaproponował, żebym przespała się u nich. Lucy odparła, że pewnie mam dość spania w obcych miejscach i chce pewnie wrócić do swojego łóżka. W czym miała rację. Miałam dość spania nie w swoim łóżku. Jak wróciłam do siebie i przywitałam babcię. Która zapytała, czy wszystko w porządku. Powiedziałam, że tak. Zapytałam czy możemy porozmawiać o tym rano, odparła z uśmiechem, że dobrze. Poszłam wziąć szybki prysznic i przebrałam się w piżamę. Nie minęła nawet minutka, a ja już udałam się do krainy Morfeusza.
Śniło mi się, że jestem na konkursie tanecznym, gdy... zadzwonił mój budzik. Spojrzałam na niego i wskazywał 6:00. Szybko wstałam i poszłam się ubrać. Zajęło mi to z pół godziny. Schodząc na dół poczułam zapach naleśników. O babcia już wstała.
- Skąd mam mieć tą pewność - zapytałam jakby to była najbardziej oczywista rzecz na świecie. Spojrzał na mnie rozbawiony. Wziął jednego kęsa, mrugając do mnie.
Następnego dnia
- Cześć babciu ! Czuję, że zrobiła.... - przerwałam, gdy zobaczyłam kto stoi przy naleśnikach. Nie trzeba długo się nad tym zastanawiać. Przy naleśnikach stał..... Damon. Damon z tym swoim głupkowatym, seksownym, wkurzają.... czekaj, czekaj.. Powiedziałam seksownym. Nie !!! Chodziło mi... chodziło mi... Ach! Kogo ja oszukuje. On cały jest seksowny. Tak dobrze słyszeliście. Ja Lily Blackwell uważam, że Damon Salvatore jest seksowny. Macie mnie.
- Witaj słoneczko. Mam dwa pytania. Czy uważasz, że jestem, aż tak stary ? I czy uważasz, że jestem kobietą ? - zapytał poważnie.
- Czy uważam, że jesteś aż tak stary ? Odpowiedź brzmi tak. Czy uważam, że jesteś kobietą ? Odpowiedź brzmi, że nawet jeśli to jesteś najbrzydszą kobietą na świecie. - odpowiedziałam poważnie, po czym się zaśmiałam. On spojrzał na mnie, po czym odparł:
- Ustalmy jedno. Ja jestem seksowny i przystojny w każdej postaci. - gdy to powiedział wybuchłam jeszcze większym śmiechem.
- Gdzie jest moja babcia ? - zapytałam ignorując jego spojrzenie.
- Na karteczce masz, że pojechała odwiedzić swoją koleżankę. - powiedział, podając mi naleśniki. - Smacznego ! - przyglądałam się, tym naleśnikom podejrzanie. - Nie otrułem ich.
- Mhmm, ale dobre - powiedział.
- Dobra, spróbuje, ale a wszelki wypadek zadzwonię do Lucy lub na pogotowie - on zniecierpliwiony odkroił kawałek naleśnika i wpakował mi to do buzi.
- I co ? - zapytał z durnym uśmiechem na twarzy.
- Jadłam lepsze - kłamałam. Te naleśniki były fantastyczne. Ale muszę przyznać, że bardzo znajome. Nagle znikąd przyszło do mnie coś podobnego do wspomnienia.
Ja... albo dziewczyna podobna do mnie siedziała w kuchni przy stole. Nie ważne. Uznajmy, że to ja. No, więc siedziałam przy stole i patrzyłam na przystojnego bruneta, który stał przy kuchence. Podgwizdywał sobie pod nosem, czasem opowiadał żarty i smażył naleśniki. Gdy skończył położył je na talerze i podał na stół przy, którym siedziałam. Pokroiłam kawałek i włożyłam do ust.
- I jak ? - zapytał brunet, którego wyraźnie nie widziałam.
- Przepyszne, jak wszystko co robisz - powiedziałam z uśmiechem. Brunet obszedł stół, podszedł do mnie i skradł mi pocałunek.
Nagle jakbym obudziła się z transu. Spojrzałam na talerz. Był pusty. Salvatore coś do mnie mówił, ale ja go nie słuchałam.
- Chodź odwiozę cię do szkoły - powiedział, wstając i biorąc klucze.
- Mhmm - powiedziałam nadal zamyślona, biorąc plecak.
- I co ? - zapytał z durnym uśmiechem na twarzy.
- Jadłam lepsze - kłamałam. Te naleśniki były fantastyczne. Ale muszę przyznać, że bardzo znajome. Nagle znikąd przyszło do mnie coś podobnego do wspomnienia.
Ja... albo dziewczyna podobna do mnie siedziała w kuchni przy stole. Nie ważne. Uznajmy, że to ja. No, więc siedziałam przy stole i patrzyłam na przystojnego bruneta, który stał przy kuchence. Podgwizdywał sobie pod nosem, czasem opowiadał żarty i smażył naleśniki. Gdy skończył położył je na talerze i podał na stół przy, którym siedziałam. Pokroiłam kawałek i włożyłam do ust.
- I jak ? - zapytał brunet, którego wyraźnie nie widziałam.
- Przepyszne, jak wszystko co robisz - powiedziałam z uśmiechem. Brunet obszedł stół, podszedł do mnie i skradł mi pocałunek.
Nagle jakbym obudziła się z transu. Spojrzałam na talerz. Był pusty. Salvatore coś do mnie mówił, ale ja go nie słuchałam.
- Chodź odwiozę cię do szkoły - powiedział, wstając i biorąc klucze.
- Mhmm - powiedziałam nadal zamyślona, biorąc plecak.
