czwartek, 27 sierpnia 2015

Rozdział 10


Po tym, gdy wróciłam i wyściskaliśmy się, każdy zaczął zadawać pytania. Jedno i to samo pytanie padało co najmniej 1 minutę. ,, Czy coś ci zrobił ?" Mimo, iż powiedziałam, że nie ustalili jakieś warty. Każdy z nich ma mnie pilnować. Nie spodobał mi się ten pomysł. Nie tylko mi. Nie spodobał się także Damon'owi i Lucy. Cieszę się, że mam taką przyjaciółkę. Mimo, że jest nieśmiertelna. Właśnie. Zapomniałam wspomnieć. Lucy jest wampirem. Ale nie młodym. Ma jakieś 518 lat. Powiedziała mi to niedawno. Ja też powiedziałam jej wtedy, że jestem wiedźmą. Ona tak jak ja miała to gdzieś. Jesteśmy przyjaciółkami i nic tego nie zmieni. Nawet śmierć. Nawet babcia ją polubiła. Babcia wie, że jest wampirem. Dobra przyjdźmy do rzeczy.  Minutę później stwierdzili, że jestem wiedźmą to sobie dam radę. Auć. Bolało. Później zaczęli się mnie pytać czy znam jego plany. Słysząc, że nie, zastanawiali się czy jednak nie dać ochrony.... Komu ? Proszę o bębny. ELENIE !!!! Jak spędzam z nimi coraz więcej czasu, to zauważyłam, że wszyscy boją się o Elenkę. Elena jest w niebezpieczeństwie. Elena ma skaleczoną rękę. Elena to i tamto. A ona co ? Robi z siebie jakąś ofiarę. Nie mówię, że jej nie lubię, bo skłamię. Ale irytuje mnie, że robi z siebie wieczną ofiarę. Nie da się tego wytrzymać. Na szczęście Lucy zauważyła moją minę i powiedziała, że jestem pewnie zmęczona i powinnam się przespać. Stefan od razu zaproponował, żebym przespała się u nich. Lucy odparła, że pewnie mam dość spania w obcych miejscach i chce pewnie wrócić do swojego łóżka. W czym miała rację. Miałam dość spania nie w swoim łóżku. Jak wróciłam do siebie i przywitałam babcię. Która zapytała, czy wszystko w porządku. Powiedziałam, że tak. Zapytałam czy możemy porozmawiać o tym rano, odparła z uśmiechem, że dobrze. Poszłam wziąć szybki prysznic i przebrałam się w piżamę. Nie minęła nawet minutka, a ja już udałam się do krainy Morfeusza. 


Następnego dnia


Śniło mi się, że jestem na konkursie tanecznym, gdy... zadzwonił mój budzik. Spojrzałam na niego i wskazywał 6:00. Szybko wstałam i poszłam się ubrać. Zajęło mi to z pół godziny. Schodząc na dół poczułam zapach naleśników. O babcia już wstała. 
- Cześć babciu ! Czuję, że zrobiła.... - przerwałam, gdy zobaczyłam kto stoi przy naleśnikach. Nie trzeba długo się nad tym zastanawiać. Przy naleśnikach stał..... Damon. Damon z tym swoim głupkowatym, seksownym, wkurzają.... czekaj, czekaj.. Powiedziałam seksownym. Nie !!! Chodziło mi... chodziło mi... Ach! Kogo ja oszukuje. On cały jest seksowny. Tak dobrze słyszeliście. Ja Lily Blackwell uważam, że Damon Salvatore jest seksowny. Macie mnie. 
- Witaj słoneczko. Mam dwa pytania. Czy uważasz, że jestem, aż tak stary ? I czy uważasz, że jestem kobietą ? - zapytał poważnie.
- Czy uważam, że jesteś aż tak stary ? Odpowiedź brzmi tak. Czy uważam, że jesteś kobietą ? Odpowiedź brzmi, że nawet jeśli to jesteś najbrzydszą kobietą na świecie. - odpowiedziałam poważnie, po czym się zaśmiałam. On spojrzał na mnie, po czym odparł:
- Ustalmy jedno. Ja jestem seksowny i przystojny w każdej postaci. - gdy to powiedział wybuchłam jeszcze większym śmiechem.
- Gdzie jest moja babcia ? - zapytałam ignorując jego spojrzenie. 
- Na karteczce masz, że pojechała odwiedzić swoją koleżankę. - powiedział, podając mi naleśniki. - Smacznego ! - przyglądałam się, tym naleśnikom podejrzanie. - Nie otrułem ich.
- Skąd mam mieć tą pewność - zapytałam jakby to była najbardziej oczywista rzecz na świecie. Spojrzał na mnie rozbawiony. Wziął jednego kęsa, mrugając do mnie. 
- Mhmm, ale dobre - powiedział.
- Dobra, spróbuje, ale a wszelki wypadek zadzwonię do Lucy lub na pogotowie - on zniecierpliwiony odkroił kawałek naleśnika i wpakował mi to do buzi.
- I co ? - zapytał z durnym uśmiechem na twarzy.
- Jadłam lepsze - kłamałam. Te naleśniki były fantastyczne. Ale muszę przyznać, że bardzo znajome. Nagle znikąd przyszło do mnie coś podobnego do wspomnienia.
Ja... albo dziewczyna podobna do mnie siedziała w kuchni przy stole. Nie ważne. Uznajmy, że to ja. No, więc siedziałam przy stole i patrzyłam na przystojnego bruneta, który stał przy kuchence. Podgwizdywał sobie pod nosem, czasem opowiadał żarty i smażył naleśniki. Gdy skończył położył je na talerze i podał na stół przy, którym siedziałam. Pokroiłam kawałek i włożyłam do ust. 
- I jak ? - zapytał brunet, którego wyraźnie nie widziałam.
- Przepyszne, jak wszystko co robisz - powiedziałam z uśmiechem. Brunet obszedł stół, podszedł do mnie i skradł mi pocałunek. 
Nagle jakbym obudziła się z transu. Spojrzałam na talerz. Był pusty. Salvatore coś do mnie mówił, ale ja go nie słuchałam.
- Chodź odwiozę cię do szkoły - powiedział, wstając i biorąc klucze. 
- Mhmm - powiedziałam nadal zamyślona, biorąc plecak. 


poniedziałek, 17 sierpnia 2015

Rozdział 9


Gdy to grała, coś mi to przypominało. Tak jakbym już to kiedyś słyszał. 
Siedziałem na kanapie, w salonie z Stefciem i piękną dziewczyną, która była przy fortepianie i grała swoje równie piękne jak ona utwory.
- Liliano zagraj coś jeszcze - powiedziałem do mojej narzeczonej, która prześlicznie grała na fortepianie.
- A co sobie zacny pan życzy ? - zapytała dziewczyna, o pięknych blond kręconych włosach, siedząca do mnie tyłem.
- Może ten, który ostatnio skomponowałaś ? - zapytałem, podchodząc do niej.
-  The Eye ? - zapytała, swoim uroczym i ciepłym głosem.
- Tak ją nazwałaś ? - zapytałem, przytulając ją od tyłu.
- Tak - odpowiedziała, wtulając się we mnie.
- Pięknie - stwierdziłem.
To było dziwne. Dlaczego ? Dlatego, że nigdy nie wspominałem czasu kiedy byłem z Lilianą. Kim jest Liliana ? Liliana była moją narzeczoną. Tak była. To chyba oczywiste, że już nie żyje. Zmarła młodo. Zamordowano ją, w ten sam dzień, kiedy Katherine zamieniła mnie i Stefcia w wampiry. Nie pamiętam za dużo na jej temat. Nie pamiętam nawet jak wyglądała. Tak jakby ktoś wymazał mi wszystkie wspomnienia o niej. Teraz, gdy Lily to gra to przypomniało mi się to. Dlatego, właśnie jest to dziwne. Stefan też chyba sobie o tym przypomniał, bo spojrzał na mnie tym swoim dziwnym wzrokiem. Parę sekund później utwór się zakończył, a Lily podniosła na nas swój wzrok. Jej oczy były jakieś inne. Radosne, szczęśliwe i pełne miłości. Patrzyłem w jej oczy jak oczarowany. Były takie znajome. Nie pamiętam tylko kto takie miał. Dopiero ten anielski głos otrząsnął mnie z zamyślenia:
- O to wy ? - bardziej stwierdziła niż zapytała. Patrzyła na nas zaskoczona. Zastanawiało mnie, dlaczego jest taka zdziwiona naszą obecnością. 
- Tak - odpowiedział Stefan, którego głos brzmiał jakby był w jakiś amoku. 
- Nie wiedziałam, że umiesz tak grać!! - wykrzyknęła Blondi, która pojawiła się blisko Lily by ją uściskać. Zapomniałem o jej obecności.
- Lily to było piękne. Jak chcesz to możesz iść z przyjaciółmi - spojrzał na nas - Pamiętaj, żeby mnie niedługo odwiedzić. - tu zwrócił wzrok na nią. - A przy okazji jestem Klaus - powiedział do nas. Gdy to powiedział widziałem jak w oczach Stefcia narasta gniew. Uuuu to będzie ciekawe . Myślałem, że Stefan zaraz rzuci się na niego. Ale po paręnastu sekundach nic takiego się nie stało. Szkoda. Lily lu moim zdziwieniu, podeszła do niego i go przytuliła.  Ja uratowałem życie, a ona mimo, że ja porwał, przytula go ? To nie fair. Słyszałem, że coś do niego szeptała, ale strasznie nie wyraźnie. 

~*~

Rozdział krótki, ale wiecie mam chyba z 8 blogów i życie osobiste. Nowy rozdział postaram się napisać jak najszybciej.
Wiem, że wcześniej nie prosiłam o to, ale teraz proszę. Napiszcie jakiś komentarz. Może być to nawet jedno słowo ( oprócz obelg). 



poniedziałek, 10 sierpnia 2015

Rozdział 8

Ostatnio w Nadprzyrodzonych


Poszłam dalej w głąb lasu. Odwróciłam się i go już nie było. Nagle poczułam jak ktoś uniemożliwia mi ruch i oddech. Szarpie się, ale na nic to. Zaczynam widzieć czarne plamki przed oczami. A sekundę później jest ciemność. 

Obudziłam się w pięknym pokoju. Chociaż pokojem bym tego
 nie nazwała. Bardziej  pasuje apartament. No więc obudziłam się w apartamencie, który wydaje mi się znajomy. Na wiszącym krześle obok kanapy były przygotowane moje ubrania. Gdy się ubrałam do drzwi zapukała śliczna blondynka.  Podeszła do mnie i przytuliła. Gdy mnie puściła, odezwała się:
- Hej Lily, widzę, że już się obudziłaś. Chodź, pójdziemy do Klausa - powiedziała melodyjnym głosem. 
- Hej, czy my się znamy? - zapytałam się owej blondynki.
- Ahh, tak, zapomniałam, że nie pamiętasz - odpowiedziała na moje pytanie blondynka, ciągnąc mnie w stronę gabinetu jak się domyśliłam. 
- Jak nie pamiętam ? Niby czego nie pamiętam ? Ejjj ! - pytałam, gdy ona dociągnęła mnie do gabinetu, otworzyła drzwi i (dosłownie) wrzuciła do środka. Leżąc na ziemi, usłyszałam jak drzwi się zamykają. Sekundę później odezwał się męski głos z słyszalnym brytyjskim akcentem.
- Chodź pomogę ci Lily - powiedział przystojny brunet. 
- Dzięki, ale mam pytanie. Czy my się znamy ? - zapytałam trochę zdezorientowana. 
- Tak, ale ty tego nie pamiętasz. - odpowiedział - Nazywam się Niklaus Mikaelson. Mów mi Klaus.
- To ty jesteś Klaus, najpotężniejsza istota, która stąpa po ziemi - troszeczkę się przeraziłam. Najpotężniejsza istota na ziemi mnie porwała. Super. Jeszcze za chwilę się dowiem, że Edward ze Zmierzchu jest prawdziwy i żyje sobie czekając na Belle. Moja wypowiedź go usatysfakcjonowała, bo się uśmiechnął. 
- No cóż, to prawda -  powiedział z uśmiechem pełnym samouwielbienia. 
- Czemu mnie porwałeś ? - zapytałam trochę pogubiona.
- Ale to nie ja cię porwałem - powiedział, siadając. Gestem dłoni wskazał mi miejsce obok siebie. Niepewnie udałam się na miejsce, które wskazał. Gdy usiadłam, stało się coś dziwnego i niezwykłego. Niklaus Mikaelson, najpotężniejsza istota na planecie, przytulił się do mnie. A bardziej zaczął mnie dusić. Tulił mnie tak mocno jakby nie widział mnie z pół wieku. Również odwzajemniłam uścisk. Ledwo, ale zawsze coś. Nie mogąc już oddychać odsunęłam się i wzięłam wielki wdech  wydech. Klaus spojrzał na mnie z przepraszającą miną. Albo mi się tak zdawało.
- Przepraszam. Ciągle zapominam, że w połowie jesteś człowiekiem - że co ? W połowie człowiekiem ? Kiedy Nick* zauważył mój wzrok, który mówił sam za siebie, chyba postanowił mi to wyjaśnić. 
- Nie ważne, ale teraz ja mam pytanie. Skąd o mnie wiesz ? - zapytał, przyglądając mi się uważnie. Patrzył na każdy mój ruch.
- Gdy byłam mała moja babcia, opowiadała mi historię o tobie. Na początku myślałam, że to wymyśliła, ale niedawno się przekonałam, że to wszystko prawda. - powiedziałam zgodnie z prawdą. Chociaż szczerze ja nigdy nie kłamałam. Sądzę, że chyba nawet nie umiem kłamać. Klaus popatrzył na mnie i szukał najmniejszej oznaki, która wskazywałaby to, że kłamię.  
- Dobrze - odparł zamyślony. Nie przeszkadzałam mu. Zastanawia mnie tylko jedno. Ile rzeczy ja nie pamiętam ? Myśląc, nie zaważyłam, że Nick wstał i wyciągnął do mnie dłoń.
- Chodź pokaże ci pewne miejsce - powiedział, otrząsając mnie z zamyślenia. Nie ufnie, ale to zrobiłam. Podałam mu dłoń. Prowadził mnie przez różne korytarze. Mijaliśmy setki drzwi. Aż w końcu doszliśmy do prawidłowych drzwi. Gdy mi je otworzył myślałam, że oczy wyjdą mi z orbit. Pokój ten był pracownią z przepięknymi obrazami. W rogu pracowni stał równie przecudowny fortepian. Jak byłam mniejsza uwielbiałam grać na fortepianie. Po śmierci mojego brata przestałam grać. Czemu ? Dlatego, że to właśnie on nauczył mnie na nim komponować. Tak. Czteroletnia dziewczynka umie zagrać  Beethovena. Byłam tak zapatrzona w fortepian, że zanim się obejrzałam, siedziałam już przy fortepianie i zaczęłam grać.



Siedzimy już z tą małą wiedźmą cztery godziny, a ona nadal nie znalazła Lily. Wczoraj po imprezie każdy ją szukał, ale nigdzie jej nie było. Szukaliśmy każdy kawałek lasu, gdy Blondi znalazła karteczkę, na której było " Mam waszą wiedźmę. Pozdrawiam Klaus". Aktualnie, siedzę w fotelu ze szklanką z burbonem, Blondi stoi nad fotelem, na którym siedzi Stefan z Eleną, przyjaciółeczka Lily, jak jej  było L..l..Lucy chodzi w kółko, a reszta siedzi przy wiedźmie na kanapie. 
- Mam ją - wykrzyknęła szczęśliwie wiedźma. Wszyscy oprócz mnie oczywiście, do niej podchodzą. - Jest tutaj - pokazuje palcem na mapie.
- Wiem, gdzie to jest - mówi Stefan - Caroline jedziesz ze mną ?
- Tak - odpowiada Blondi.
- Nie chce mi się zostawać z dziećmi - pokazałem na resztę - więc, zabiorę się z wami. -wstałem i ruszyłem za Stefkiem i Blondi. Po jakiś 10 minutach byliśmy na miejscu. Szybko ruszyliśmy do drzwi, które, co było dziwne, były otwarte. Gdy weszliśmy do środka, pierwszą rzecz a jaką usłyszałem były piękne dźwięki fortepianu. Ja ze Stefciem i Blondi ruszyliśmy za przecudownym dźwiękom muzyki. W końcu, gdy znaleźliśmy odpowiednie drzwi, co było cudem, otworzyliśmy je. Widok jaki tam zastaliśmy był.... dziwny i wręcz niespotykany. W pokoju, a bardziej pracowni siedział na kanapie, która była blisko fortepianu, na którym grała Lily, siedział jakiś koleś. Skończywszy ten utwór, od razu zaczęła grać następny. Nagle mężczyzna przeniósł wzrok na nas. Pokazał palcem byśmy byli cicho.