czwartek, 27 sierpnia 2015

Rozdział 10


Po tym, gdy wróciłam i wyściskaliśmy się, każdy zaczął zadawać pytania. Jedno i to samo pytanie padało co najmniej 1 minutę. ,, Czy coś ci zrobił ?" Mimo, iż powiedziałam, że nie ustalili jakieś warty. Każdy z nich ma mnie pilnować. Nie spodobał mi się ten pomysł. Nie tylko mi. Nie spodobał się także Damon'owi i Lucy. Cieszę się, że mam taką przyjaciółkę. Mimo, że jest nieśmiertelna. Właśnie. Zapomniałam wspomnieć. Lucy jest wampirem. Ale nie młodym. Ma jakieś 518 lat. Powiedziała mi to niedawno. Ja też powiedziałam jej wtedy, że jestem wiedźmą. Ona tak jak ja miała to gdzieś. Jesteśmy przyjaciółkami i nic tego nie zmieni. Nawet śmierć. Nawet babcia ją polubiła. Babcia wie, że jest wampirem. Dobra przyjdźmy do rzeczy.  Minutę później stwierdzili, że jestem wiedźmą to sobie dam radę. Auć. Bolało. Później zaczęli się mnie pytać czy znam jego plany. Słysząc, że nie, zastanawiali się czy jednak nie dać ochrony.... Komu ? Proszę o bębny. ELENIE !!!! Jak spędzam z nimi coraz więcej czasu, to zauważyłam, że wszyscy boją się o Elenkę. Elena jest w niebezpieczeństwie. Elena ma skaleczoną rękę. Elena to i tamto. A ona co ? Robi z siebie jakąś ofiarę. Nie mówię, że jej nie lubię, bo skłamię. Ale irytuje mnie, że robi z siebie wieczną ofiarę. Nie da się tego wytrzymać. Na szczęście Lucy zauważyła moją minę i powiedziała, że jestem pewnie zmęczona i powinnam się przespać. Stefan od razu zaproponował, żebym przespała się u nich. Lucy odparła, że pewnie mam dość spania w obcych miejscach i chce pewnie wrócić do swojego łóżka. W czym miała rację. Miałam dość spania nie w swoim łóżku. Jak wróciłam do siebie i przywitałam babcię. Która zapytała, czy wszystko w porządku. Powiedziałam, że tak. Zapytałam czy możemy porozmawiać o tym rano, odparła z uśmiechem, że dobrze. Poszłam wziąć szybki prysznic i przebrałam się w piżamę. Nie minęła nawet minutka, a ja już udałam się do krainy Morfeusza. 


Następnego dnia


Śniło mi się, że jestem na konkursie tanecznym, gdy... zadzwonił mój budzik. Spojrzałam na niego i wskazywał 6:00. Szybko wstałam i poszłam się ubrać. Zajęło mi to z pół godziny. Schodząc na dół poczułam zapach naleśników. O babcia już wstała. 
- Cześć babciu ! Czuję, że zrobiła.... - przerwałam, gdy zobaczyłam kto stoi przy naleśnikach. Nie trzeba długo się nad tym zastanawiać. Przy naleśnikach stał..... Damon. Damon z tym swoim głupkowatym, seksownym, wkurzają.... czekaj, czekaj.. Powiedziałam seksownym. Nie !!! Chodziło mi... chodziło mi... Ach! Kogo ja oszukuje. On cały jest seksowny. Tak dobrze słyszeliście. Ja Lily Blackwell uważam, że Damon Salvatore jest seksowny. Macie mnie. 
- Witaj słoneczko. Mam dwa pytania. Czy uważasz, że jestem, aż tak stary ? I czy uważasz, że jestem kobietą ? - zapytał poważnie.
- Czy uważam, że jesteś aż tak stary ? Odpowiedź brzmi tak. Czy uważam, że jesteś kobietą ? Odpowiedź brzmi, że nawet jeśli to jesteś najbrzydszą kobietą na świecie. - odpowiedziałam poważnie, po czym się zaśmiałam. On spojrzał na mnie, po czym odparł:
- Ustalmy jedno. Ja jestem seksowny i przystojny w każdej postaci. - gdy to powiedział wybuchłam jeszcze większym śmiechem.
- Gdzie jest moja babcia ? - zapytałam ignorując jego spojrzenie. 
- Na karteczce masz, że pojechała odwiedzić swoją koleżankę. - powiedział, podając mi naleśniki. - Smacznego ! - przyglądałam się, tym naleśnikom podejrzanie. - Nie otrułem ich.
- Skąd mam mieć tą pewność - zapytałam jakby to była najbardziej oczywista rzecz na świecie. Spojrzał na mnie rozbawiony. Wziął jednego kęsa, mrugając do mnie. 
- Mhmm, ale dobre - powiedział.
- Dobra, spróbuje, ale a wszelki wypadek zadzwonię do Lucy lub na pogotowie - on zniecierpliwiony odkroił kawałek naleśnika i wpakował mi to do buzi.
- I co ? - zapytał z durnym uśmiechem na twarzy.
- Jadłam lepsze - kłamałam. Te naleśniki były fantastyczne. Ale muszę przyznać, że bardzo znajome. Nagle znikąd przyszło do mnie coś podobnego do wspomnienia.
Ja... albo dziewczyna podobna do mnie siedziała w kuchni przy stole. Nie ważne. Uznajmy, że to ja. No, więc siedziałam przy stole i patrzyłam na przystojnego bruneta, który stał przy kuchence. Podgwizdywał sobie pod nosem, czasem opowiadał żarty i smażył naleśniki. Gdy skończył położył je na talerze i podał na stół przy, którym siedziałam. Pokroiłam kawałek i włożyłam do ust. 
- I jak ? - zapytał brunet, którego wyraźnie nie widziałam.
- Przepyszne, jak wszystko co robisz - powiedziałam z uśmiechem. Brunet obszedł stół, podszedł do mnie i skradł mi pocałunek. 
Nagle jakbym obudziła się z transu. Spojrzałam na talerz. Był pusty. Salvatore coś do mnie mówił, ale ja go nie słuchałam.
- Chodź odwiozę cię do szkoły - powiedział, wstając i biorąc klucze. 
- Mhmm - powiedziałam nadal zamyślona, biorąc plecak. 


poniedziałek, 17 sierpnia 2015

Rozdział 9


Gdy to grała, coś mi to przypominało. Tak jakbym już to kiedyś słyszał. 
Siedziałem na kanapie, w salonie z Stefciem i piękną dziewczyną, która była przy fortepianie i grała swoje równie piękne jak ona utwory.
- Liliano zagraj coś jeszcze - powiedziałem do mojej narzeczonej, która prześlicznie grała na fortepianie.
- A co sobie zacny pan życzy ? - zapytała dziewczyna, o pięknych blond kręconych włosach, siedząca do mnie tyłem.
- Może ten, który ostatnio skomponowałaś ? - zapytałem, podchodząc do niej.
-  The Eye ? - zapytała, swoim uroczym i ciepłym głosem.
- Tak ją nazwałaś ? - zapytałem, przytulając ją od tyłu.
- Tak - odpowiedziała, wtulając się we mnie.
- Pięknie - stwierdziłem.
To było dziwne. Dlaczego ? Dlatego, że nigdy nie wspominałem czasu kiedy byłem z Lilianą. Kim jest Liliana ? Liliana była moją narzeczoną. Tak była. To chyba oczywiste, że już nie żyje. Zmarła młodo. Zamordowano ją, w ten sam dzień, kiedy Katherine zamieniła mnie i Stefcia w wampiry. Nie pamiętam za dużo na jej temat. Nie pamiętam nawet jak wyglądała. Tak jakby ktoś wymazał mi wszystkie wspomnienia o niej. Teraz, gdy Lily to gra to przypomniało mi się to. Dlatego, właśnie jest to dziwne. Stefan też chyba sobie o tym przypomniał, bo spojrzał na mnie tym swoim dziwnym wzrokiem. Parę sekund później utwór się zakończył, a Lily podniosła na nas swój wzrok. Jej oczy były jakieś inne. Radosne, szczęśliwe i pełne miłości. Patrzyłem w jej oczy jak oczarowany. Były takie znajome. Nie pamiętam tylko kto takie miał. Dopiero ten anielski głos otrząsnął mnie z zamyślenia:
- O to wy ? - bardziej stwierdziła niż zapytała. Patrzyła na nas zaskoczona. Zastanawiało mnie, dlaczego jest taka zdziwiona naszą obecnością. 
- Tak - odpowiedział Stefan, którego głos brzmiał jakby był w jakiś amoku. 
- Nie wiedziałam, że umiesz tak grać!! - wykrzyknęła Blondi, która pojawiła się blisko Lily by ją uściskać. Zapomniałem o jej obecności.
- Lily to było piękne. Jak chcesz to możesz iść z przyjaciółmi - spojrzał na nas - Pamiętaj, żeby mnie niedługo odwiedzić. - tu zwrócił wzrok na nią. - A przy okazji jestem Klaus - powiedział do nas. Gdy to powiedział widziałem jak w oczach Stefcia narasta gniew. Uuuu to będzie ciekawe . Myślałem, że Stefan zaraz rzuci się na niego. Ale po paręnastu sekundach nic takiego się nie stało. Szkoda. Lily lu moim zdziwieniu, podeszła do niego i go przytuliła.  Ja uratowałem życie, a ona mimo, że ja porwał, przytula go ? To nie fair. Słyszałem, że coś do niego szeptała, ale strasznie nie wyraźnie. 

~*~

Rozdział krótki, ale wiecie mam chyba z 8 blogów i życie osobiste. Nowy rozdział postaram się napisać jak najszybciej.
Wiem, że wcześniej nie prosiłam o to, ale teraz proszę. Napiszcie jakiś komentarz. Może być to nawet jedno słowo ( oprócz obelg). 



poniedziałek, 10 sierpnia 2015

Rozdział 8

Ostatnio w Nadprzyrodzonych


Poszłam dalej w głąb lasu. Odwróciłam się i go już nie było. Nagle poczułam jak ktoś uniemożliwia mi ruch i oddech. Szarpie się, ale na nic to. Zaczynam widzieć czarne plamki przed oczami. A sekundę później jest ciemność. 

Obudziłam się w pięknym pokoju. Chociaż pokojem bym tego
 nie nazwała. Bardziej  pasuje apartament. No więc obudziłam się w apartamencie, który wydaje mi się znajomy. Na wiszącym krześle obok kanapy były przygotowane moje ubrania. Gdy się ubrałam do drzwi zapukała śliczna blondynka.  Podeszła do mnie i przytuliła. Gdy mnie puściła, odezwała się:
- Hej Lily, widzę, że już się obudziłaś. Chodź, pójdziemy do Klausa - powiedziała melodyjnym głosem. 
- Hej, czy my się znamy? - zapytałam się owej blondynki.
- Ahh, tak, zapomniałam, że nie pamiętasz - odpowiedziała na moje pytanie blondynka, ciągnąc mnie w stronę gabinetu jak się domyśliłam. 
- Jak nie pamiętam ? Niby czego nie pamiętam ? Ejjj ! - pytałam, gdy ona dociągnęła mnie do gabinetu, otworzyła drzwi i (dosłownie) wrzuciła do środka. Leżąc na ziemi, usłyszałam jak drzwi się zamykają. Sekundę później odezwał się męski głos z słyszalnym brytyjskim akcentem.
- Chodź pomogę ci Lily - powiedział przystojny brunet. 
- Dzięki, ale mam pytanie. Czy my się znamy ? - zapytałam trochę zdezorientowana. 
- Tak, ale ty tego nie pamiętasz. - odpowiedział - Nazywam się Niklaus Mikaelson. Mów mi Klaus.
- To ty jesteś Klaus, najpotężniejsza istota, która stąpa po ziemi - troszeczkę się przeraziłam. Najpotężniejsza istota na ziemi mnie porwała. Super. Jeszcze za chwilę się dowiem, że Edward ze Zmierzchu jest prawdziwy i żyje sobie czekając na Belle. Moja wypowiedź go usatysfakcjonowała, bo się uśmiechnął. 
- No cóż, to prawda -  powiedział z uśmiechem pełnym samouwielbienia. 
- Czemu mnie porwałeś ? - zapytałam trochę pogubiona.
- Ale to nie ja cię porwałem - powiedział, siadając. Gestem dłoni wskazał mi miejsce obok siebie. Niepewnie udałam się na miejsce, które wskazał. Gdy usiadłam, stało się coś dziwnego i niezwykłego. Niklaus Mikaelson, najpotężniejsza istota na planecie, przytulił się do mnie. A bardziej zaczął mnie dusić. Tulił mnie tak mocno jakby nie widział mnie z pół wieku. Również odwzajemniłam uścisk. Ledwo, ale zawsze coś. Nie mogąc już oddychać odsunęłam się i wzięłam wielki wdech  wydech. Klaus spojrzał na mnie z przepraszającą miną. Albo mi się tak zdawało.
- Przepraszam. Ciągle zapominam, że w połowie jesteś człowiekiem - że co ? W połowie człowiekiem ? Kiedy Nick* zauważył mój wzrok, który mówił sam za siebie, chyba postanowił mi to wyjaśnić. 
- Nie ważne, ale teraz ja mam pytanie. Skąd o mnie wiesz ? - zapytał, przyglądając mi się uważnie. Patrzył na każdy mój ruch.
- Gdy byłam mała moja babcia, opowiadała mi historię o tobie. Na początku myślałam, że to wymyśliła, ale niedawno się przekonałam, że to wszystko prawda. - powiedziałam zgodnie z prawdą. Chociaż szczerze ja nigdy nie kłamałam. Sądzę, że chyba nawet nie umiem kłamać. Klaus popatrzył na mnie i szukał najmniejszej oznaki, która wskazywałaby to, że kłamię.  
- Dobrze - odparł zamyślony. Nie przeszkadzałam mu. Zastanawia mnie tylko jedno. Ile rzeczy ja nie pamiętam ? Myśląc, nie zaważyłam, że Nick wstał i wyciągnął do mnie dłoń.
- Chodź pokaże ci pewne miejsce - powiedział, otrząsając mnie z zamyślenia. Nie ufnie, ale to zrobiłam. Podałam mu dłoń. Prowadził mnie przez różne korytarze. Mijaliśmy setki drzwi. Aż w końcu doszliśmy do prawidłowych drzwi. Gdy mi je otworzył myślałam, że oczy wyjdą mi z orbit. Pokój ten był pracownią z przepięknymi obrazami. W rogu pracowni stał równie przecudowny fortepian. Jak byłam mniejsza uwielbiałam grać na fortepianie. Po śmierci mojego brata przestałam grać. Czemu ? Dlatego, że to właśnie on nauczył mnie na nim komponować. Tak. Czteroletnia dziewczynka umie zagrać  Beethovena. Byłam tak zapatrzona w fortepian, że zanim się obejrzałam, siedziałam już przy fortepianie i zaczęłam grać.



Siedzimy już z tą małą wiedźmą cztery godziny, a ona nadal nie znalazła Lily. Wczoraj po imprezie każdy ją szukał, ale nigdzie jej nie było. Szukaliśmy każdy kawałek lasu, gdy Blondi znalazła karteczkę, na której było " Mam waszą wiedźmę. Pozdrawiam Klaus". Aktualnie, siedzę w fotelu ze szklanką z burbonem, Blondi stoi nad fotelem, na którym siedzi Stefan z Eleną, przyjaciółeczka Lily, jak jej  było L..l..Lucy chodzi w kółko, a reszta siedzi przy wiedźmie na kanapie. 
- Mam ją - wykrzyknęła szczęśliwie wiedźma. Wszyscy oprócz mnie oczywiście, do niej podchodzą. - Jest tutaj - pokazuje palcem na mapie.
- Wiem, gdzie to jest - mówi Stefan - Caroline jedziesz ze mną ?
- Tak - odpowiada Blondi.
- Nie chce mi się zostawać z dziećmi - pokazałem na resztę - więc, zabiorę się z wami. -wstałem i ruszyłem za Stefkiem i Blondi. Po jakiś 10 minutach byliśmy na miejscu. Szybko ruszyliśmy do drzwi, które, co było dziwne, były otwarte. Gdy weszliśmy do środka, pierwszą rzecz a jaką usłyszałem były piękne dźwięki fortepianu. Ja ze Stefciem i Blondi ruszyliśmy za przecudownym dźwiękom muzyki. W końcu, gdy znaleźliśmy odpowiednie drzwi, co było cudem, otworzyliśmy je. Widok jaki tam zastaliśmy był.... dziwny i wręcz niespotykany. W pokoju, a bardziej pracowni siedział na kanapie, która była blisko fortepianu, na którym grała Lily, siedział jakiś koleś. Skończywszy ten utwór, od razu zaczęła grać następny. Nagle mężczyzna przeniósł wzrok na nas. Pokazał palcem byśmy byli cicho.

czwartek, 9 lipca 2015

Rozdział 7

Tydzień później




Właśnie nadszedł dzień, o którym cały tydzień mówiła Caroline. Tak dobrze przeczytaliście. Chodzi mi o Caroline Forbes. Mimo, że nadal chce być niewidzialna, one strasznie mi to uniemożliwiają. Idę korytarzem z Lucy, z którą się zaprzyjaźniłam one do mnie podchodzą, siadam przy stoliku na stołówce także z Lucy, one się dosiadają, siadam przy ławce na lekcji z Black (Lucy) to siadają za lub przede mną. Nawet jak idę na zakupy to "przypadkowo" na mnie wpadają. To jest przerażające. Damon tak samo. Gdzie się nie pojawię to on tam jest. Stefan jest trochę mniejszym prześladowcą. Ale to nie oznacza, że nim nie jest. Uuuuuhhhhh brakuje mi mojej anonimowości. Ale wróćmy do rzeczy. Ten dzień to impreza u Tylera Lockwood'a. My z Lucy stwierdziłyśmy, że nie pójdziemy i zrobimy sobie maraton filmowy. Wstałam dzisiaj rano i zaczęłam się ubierać. Szybko wzięłam torbę z książkami i zeszłam. Weszłam do kuchni i zauważyłam moją babcię przy kuchence.  A tak zapomniałam wspomnieć. Dlatego, że uczę się czarować, co zaczyna mi iść coraz lepiej, zamieszkałam u babci. Mama nie miała nic przeciwko. Wręcz można rzec, że się ucieszyła. Oczywiście dlatego, że się wyprowadzam. Z uśmiechem przytuliłam od tyłu babcię i usiadłam przy stoliku. 
- Cześć słoneczko - powiedziała babcia. - Przychodzisz dzisiaj z tą koleżanką?   Lucy ?
- Cześć babciu. Tak z Lucy. - powiedziałam z uśmiechem.
- Cieszę się, że znalazłaś koleżankę. - uśmiechnęła się.
- Szczerze to ja też - zaśmiałyśmy się. Rozmawiałyśmy jeszcze chwilę, po czym po skończonym posiłku i rozmowie, udałam się do szkoły. Po drodze podjechała do mnie Lucy i razem ruszyłyśmy do szkoły. Po zaparkowaniu,, ruszyłyśmy szybkim krokiem do klasy. Po drodze jak to zwykle mamy w zwyczaju, spotkałyśmy Elenę, Bonnie, Caroline, Stefana, Tylera i Matt'a. 
- Cześć dziewczyny. Mam nadzieje, że przyjdziecie dzisiaj na imprezę - przywitał nas Tyler.
- Cześć, nie sądzę. Dzisiaj mamy noc filmową, nie Lucy ? - zapytałam.
- No - odpowiedziała - ale dziękujemy, że nas zaprosiłeś. - dodała z uśmiechem. Nagle zadzwonił dzwonek. Razem z Black spojrzałyśmy na siebie i biegiem, ruszyłyśmy do klasy od fizyki. Pani Tate jest strasznie wredna i nie cierpi spóźnień. Wpadłyśmy do klasy, ale profesor Tate (tak karze do siebie mówić) jeszcze nie było. Z ulgą wypisaną na twarzy, usiadłyśmy w ławce. Po lekcjach czekałam na Black, bo musiała iść na chwilę do dyrektorki. Czekając na nią, rozglądałam się po parkingu. Dwa rzędy dalej zauważyłam, przyglądającego się mi Damona. Już zmierzał w moim kierunku, ale na moje szczęście, a jego nieszczęście, w szła do mnie Black. Szybko wsiadłyśmy do auta i z piskiem opon, pojechałyśmy do mnie. 






Babcia, żeby zostawić nas same, poszła do Sheili Bennett, babci Bonnie. Są najlepszymi przyjaciółkami i sąsiadkami. Gdy Lucy położyła swoje rzeczy u mnie w pokoju, poszłyśmy do kuchni przygotować sobie jedzenie, picie i inne bardzo użyteczne rzeczy. Najpierw uznałyśmy, że obejrzymy coś strasznego. Po 5 minutach jednogłośnie stwierdziłyśmy, że obejrzymy "Paranomal Activity". Oglądając film, co sekundę krzyczałyśmy. Zrobiłyśmy sobie 6 minutową przerwę do toalety, do której poszłyśmy uzbrojone. Później włączyłyśmy sobie komedie "Jeszcze większe dzieci". Tym razem zamiast krzyczeć, śmiałyśmy się i płakałyśmy ze śmiechu. Następnie włączyłyśmy coś fantastycznego. Czyli "Pakt milczenia". W połowie filmu, zadzwonił dzwonek. Było to dziwne, bo nikt by o tej porze nigdy by nie przyszedł, a babcia ma klucze. Zdziwione, spojrzałyśmy na siebie. Wzruszyłam ramionami i poszłyśmy otworzyć drzwi. Gdy je otworzyłyśmy, usłyszałyśmy.
- Niespodzianka!!!!! - zdziwione spojrzałyśmy na Elenę, Caroline i Bonnie. Weszły do środka.
- Ale tu uroczo - powiedziała Caroline. 
- Cześć, przepraszam, to może zabrzmieć niemiło, ale co tu robicie ? I skąd macie w ogóle mój adres ? - zapytałam.
- Moja mama jest szeryfem. Znalazła twój adres. Pojechałyśmy tam, ale twoja mama powiedziała, że teraz mieszkasz u babci. - odpowiedziała mi na drugie pytanie Car.
- A co tu robicie ? - zapytała Black.
- Żeby przygotować was na imprezę - powiedziała Elena. Przerażone spojrzałyśmy na siebie.
- Nie, nie możemy. Babcia kazała mi pilnować domu. - wymyśliłam wymówkę na poczekaniu.
- Nieprawda. Twoja babcia powiedziała, że możesz iść i cieszy się, że w końcu ktoś cię wyrwie z tego domu - powiedziała rozbawiona Bonnie. Westchnęłam zirytowana. Zdrajczyni pomyślałam.
- To prowadź do pokoju, coś wam wybierzemy - powiedziała Car. Z miną męczennika udałam się z dziewczynami do pokoju.





Teraz Lucy i ja  stoimy przy stole z wódką, piwem i przekąskami. Caroline poszła potańczyć z Tyler'em, Elena zauważyła w tłumie Stefana, więc do niego poszła, a Bonnie... Właśnie, gdzie jest Bonnie? Szła z nami, a chwilę później zniknęła. A nie tam jest. Rozmawia z Matt'em. Zaczęłam rozglądać się po tumie. Zauważyłam chłopaka, który nie mógł oderwać oczu od Black. Chyba chłopak wziął się garść, bo teraz idzie w jej stronę. Lekko ją na niego pchnęłam. Zaprosił ją do tańca. Szczerze sama chciałam potańczyć. I jak pomyślałam, tak zrobiłam. Tańcząc, poczułam czyiś oddech na moim karku. Odwróciłam się i kogo zauważyłam ? Damona Salvatore. W tanecznym stylu, ruszyłam do przodu. Byle jak najdalej od niego pomyślałam. Ale on nadal za mną szedł. Poszłam dalej w głąb lasu. Odwróciłam się i go już nie było. Nagle poczułam jak ktoś uniemożliwia mi ruch i oddech. Szarpie się, ale na nic to. Zaczynam widzieć czarne plamki przed oczami. A sekundę później jest ciemność.



* rozdział edytowany

wtorek, 23 czerwca 2015

Rozdział 6

Zima w tym roku zaczęła się wyjątkowo wcześnie. Mimo iż był dopiero drugi dzień grudnia  w Mystic Falls  już spadł śnieg. Lily przyglądała się ośnieżonym domom i ulicom  przez okno w jednej ze szkolnych sal. W klasie panował ogromny chaos i hałas. Spowodowane to było oczywiście brakiem obecności nauczyciela. Niesamowite jest to, że bez względu na wiek uczniowie pod nieobecność nauczyciela zachowują się tak samo. Przekrzykują się nawzajem, obrzucają papierowymi kulkami i ogólnie zachowują się jak zwierzęta, konkretnie małpy. Klasa Lily wcale nie różniła się od innych. Wszyscy rozmawiali o imprezie u Tylera Lockwooda, która miała się odbyć za tydzień. Wszystko zaczęło się zmieniać. Zaczęła powoli tracić swoją anonimowość. Dziś Elena na lunchu zawołała ją żeby z nimi usiadła i już wtedy dziwnie się na nią gapili. Bo co nic nie znaczącą Laska-Od-Zadania-Domowego mogła robić przy stoliku z cherleederkami? To było niedorzeczne. Bonie co prawda nie miała z tym problemu, bo ich babcie się przyjaźniły, a one same się dość dobrze znały, ale pozostawała kwestia Caroline. Lily była pewna, że ktoś tak popularny i co tu dużo mówić "barbiowaty" na pewno jej nie polubi i będzie miała pretekst żeby wrócić do swojego miejsca w rogu stołówki, do stolika dla kujonów którzy i tak z nią nie rozmawiali, bo była dla nich za głupia, jednak Caroline mimo swojego czasem irytujacego optymizmu okazała się być całkiem w pożądku, podobnie jak Elena. Całkiem nie źle się dogadywały w czwórkę. Dziewczyny zaproponowały jej nawet żeby poszła razem z nimi na tą imprezę u Tylera. "W grupie zawsze raźniej" argumentowała Caroline.
Lily obiecała dyplomatycznie, że się zastanowi i gdy zadzwonił dzwonek udała się na lekcję by powrócić do swojego prawdziwego życia Panny Nikt, które w sumie nigdy jej za bardzo nie przeszkadzało. Jednak już nie było jak dawniej. Na W-Fie chłopakom wypadła piłka i poturlała się obok czytającej książkę na ławce Lily. Dziewczyna często miała zwolnienie ponieważ to był jedyny czas który mogła poświęcić dla siebie, więc często też siedziała na ławce, a co za tym idzie takie sytuacje się zdarzały, jednak zazwyczaj wołali coś w stylu "Ej, ty! Podasz?!", albo  ewentualnie "Te, blondyna! Piłka!". Tym razem natomiast zwrócili się do niej po nazwisku. Była zaskoczona. Była zaskoczona tym, że je w ogóle znali i była zaskoczona, że wysilili się żeby je sobie przypomnieć. Ale jeszcze bardziej się zdziwiła, gdy jedna ze szkolnych gwiazdeczek pytając się jej czy wie co z ich nauczycielem od historii zwróciła się do niej po imieniu. Na dodatek była miła. Robiło się serio dziwnie...
Jednak Lily starała się od tego odciąć, nie myśleć o tym. Nie lubiła zmian i nie chciała dopuścić do siebie myśli, że zmiany już się zaczęły, na dodatek miała  przeczucie, że to dopiero początek. Starała się więc skupić ponownie na książce, która zaczęła czytać na W-Fie, ale krzyki w klasie uniemożliwiały jej to skutecznie. Westchnęła tylko głęboko i zrezygnowana zamknęła książkę. Rozejrzała się po klasie. Wszystko było całkiem zwyczajne, jednak w ostatniej ławce pod oknem zauważyła jakąś dziewczynę której raczej jeszcze nie widziała. Nie wyglądała jej jednak na przerażoną jak to zwykle dzieciaki w pierwszym dniu w nowej szkole, ale raczej na znudzoną. Lily dobrze wiedziała, że to nie potrwa długo. Siedziała w ławce Monice, która dopiero co (jak zwykle spóźniona) weszła do klasy i skierowała się w stronę nowej. Lily przez hałas nie usłyszała co cherleederka powiedziała nowej dziewczynie, ale ta zabrała swoje rzeczy i ze wzrokiem wzniesionym do góry jakby błagającym o więcej cierpliwości oddaliła się od zadowolonej Monicy. Dziewczyna rozejrzała się na około i z kilku wolnych miejsc postanowiła wybrać to koło najmłodszej wiedźmy z rodu Blackwellów.
- Jest tu może wolne? - spytała uprzejmie.
- Tak się złożyło, że owszem - odparła Lily. - Jesteś  tu nowa, prawda?

- Tak - westchnęła. Po jej minie widać było od razu, że szkoła zdążyła dać jej się we znaki. - Jestem Lucy.
- Lily - przedstawiła się również blondynka z delikatnym uśmiechem.
Lucy również się rozpogodziła. Otworzyła usta żeby coś jeszcze  powiedzieć, ale drzwi do klasy się otworzyły i do środka wparował zdyszany mężczyzna z teczką pod pachą i jakimiś papierzyskami w dłoniach. Wyglądał na okolice czterdziestki. Ubrany był całkowicie zwyczajnie; berzowo-brązowa koszula w kratę z odpietymi kilkoma pierwszymi guzikami, nieco przetarte w niektórych miejscach jeansy i nie rzucające się w oczy półbuty . Ot całkiem przystojny, zapracowany facet w średnim wieku.
- Pani dyrektor zatrzymała mnie na chwilę, a potem trochę się zgubiłem, ale już jestem - wysapał rzucając wszystkie swoje rzeczy na nauczycielskie biurko.
- Nazywam się Alaric Salzman - oznajmił jednocześnie pisząc swoje imię i nazwisko na tablicy. - I będę was uczył historii za pana (jakiegośtam). Wiem, że przy moim nazwisku łatwo połamać język, ale myślę, że dacie radę- podsumował, po czym dowiedziawszy się na czym skończyli materiał z poprzednim nauczycielem zaczął  omawiać kolejny temat.
Lily nie mogła się skupić na lekcji, choć Pan Salzman mówił naprawdę ciekawe rzeczy. Jednak ona po prostu nie potrafiła. Siedziała w ławce patrząc się w zeszyt i określiła od niechcenia ołówkiem po kartce, myśląc nad tym co mówiła jej babcia. Przez cały weekend uczyła ją czarów, ale też i tłumaczyła jej jaka powinna być czarownica z Blackwellów. Mówiła, że wampiry to największe zło tego świata, że to wynaturzenie, że wszystkie stworzenia jak ludzie, wiedźmy czy wilkołaki rodzą się, żyją i umierają, a wampiry wiecznie trwają w postaci z dnia swojej przemiany, a to zaprzeczenie wszystkim prawom natury na których straży stoją właśnie czarownice . Lily nie chciało się wierzyć, że wszystkie wampiry są aż tak okropne jak mówiła babcia. Przecież nie można wszystkich chować do jednego wora. Ludzie też są okropni, ale są też tacy którzy są naprawdę wspaniali, jak na przykład Matt. Był naprawdę najlepszym co ją w życiu spotkało. Był taki pracowity, zawsze uśmiechnięty, nie wyższał się mimo, że mógłby, w końcu był kapitanem szkolnej drużyny mógłby być popularny i uwielbiany, a jednak on wolał spędzać czas z nią i swoją siostrą, Vicky. Opiekował się nimi. Był naprawdę wspaniały. Lily już jakiś czas temu zauważyła, że to co do niego czuje nie jest tylko przyjaźnią i bratersko-siostrzaną miłością. To było zdecydowanie coś więcej. Szkoda tylko, że nie umiała mu tego pokazać. Powiedzenie mu o tym też nie wchodziło w grę. Lily nie umiała mówić o swoich uczuciach, była na to zbyt zamknięta w sobie.
Jednak wracając do wampirów jej teoria mówiąca, że istnieją dobre wampiry niestety bledła w świetle ostatnich wydarzeń. Nawet po Damonie nie spodziewała się takiego świństwa. A może to było do przewidzenia? Sama już nie wiedziała co o nim myśleć, choć była świetnym obserwatorem i znała się na ludziach, praktycznie od razu potrafiła kogoś scharakteryzować i w pewnym stopniu przewidzieć do czego jest zdolny, ale z nim miała problem. Z tym wampirem było trochę tak jakby było ich dwóch. Jeden udawał twardziela, choć tak naprawdę kryły się w nim uczucia. To właśnie ten Damon próbował ją do siebie przekonać w Grillu i uratował ją przed Mike'm. To właśnie temu czarownica była gotowa zaufać. Ale istniał też drugi Damon. Ten drugi był znacznie gorszy. Nienawidził ludzi, gardził nimi, czuł się lepszy od wszystkich i był gotowy poświęcić wszystko i wszystkich dla osiągnięcia swoich celów. To właśnie ten Damon wrzucił ją jak zwierzę do bagażnika i szantażował jej babcię nią samą.
Chciała wierzyć że ten pierwszy jest tym prawdziwym, a ten drugi z czasem zniknie. Chciała się o tym przekonać, z nieznanych jej powodów chciała spędzić więcej czasu z tym lepszym Damonem, jednak bała się, że w najbardziej nieoczekiwanym momencie pojawi się ten drugi i skrzywdzi ją i jej bliskich, poza tym nie chciała zawieść babci, która dała jej tyle miłości, której nigdy nie dostała od matki. A dziedzictwo Blackwellów? Babcia mówiła jej, że jeśli okaże się, że jej moc jest choć w połowie tak duża jak jej się wydaje to będzie kontynuować tradycję wiedźm z (nazwa) i będzie służyć Klausowi swoją mocą. Babcia opowiadała jej,  że służba u Klausa jest największym zaszczytem. Z tego co zdążyła zauważyć  nie zanosiło się na to, że Pierwotny i bracia Salvatore się polubią. Tym bardziej zadawanie się z nimi nie było dobrym pomysłem. Chociaż zaczynała wierzyć, że Stefan nie miał nic wspólnego z szantażem i zaczęła go lubić, a Damon wydawał się na ogół być całkiem znośny. Nie chciała stanąć przed wyborem przyjaciele kontra rodzina.
Kreski jak zwykle gdy nie myślała co robi  u formowały osobliwe drzewo, dąb, który wyglądał jakby trafił piorun i rozdzielił go na dwie części z których każda zdawała się żyć własnym życiem a z tą drugą dzieliła tylko korzenie. 
Znalezione obrazy dla zapytania nemeton drawingZawsze zastanawiało ją to dlaczego rysuje zawsze takie samo drzewo, gdy nie rysuje nic konkretnego.
- Panno Jones. Panno Jones... - wyrwał ją z rozmyślań głos Alarica Salzmana. Spojrzała wciąż jeszcze nie do końca przytomnie w stronę biurka.
- Nie uważa Pani.
- Umm... Tak, przepraszam - powiedziała cicho przepraszającym tonem głosu.
Nauczyciel podszedł do niej spoglądając przez ramię chcąc najwyraźniej się dowiedzieć co zaprzątało jej uwagę. Lily czuła jak ze wstydu płonie rumieńcem. Spuściła wzrok.
- Zostanie pani chwilę po lekcjach - oznajmił całkowicie zwyczajnym tonem po czym zabrał się za dalsze prowadzenie lekcji.
Gdy zadzwonił dzwonek cała klasa udała się do domów. Tylko Lily została. Spieszyła się. Za dziesięć minut zaczynała się jej zmiana w Grillu. Chciała to załatwić jak najszybciej.
- Ja przepraszam, Panie Salzman. Wiem, że zrobiłam fatalne pierwsze wrażenie. To się więcej nie powtórzy - zapewniła gdy tylko wszyscy opuścili klasę.
Mężczyzna przyglądał jej się przez chwilę marszcząc brwi jakby zupełnie nie rozumiał o czym ta dziewczyna do niego mówi.
- A! To - odezwał się nagle i uśmiechnął pogodnie. - Nie, nie... Nie o to chodzi. To, że ktoś nie uważa na lekcji to nic wyjątkowego. Chodzi mi o coś całkiem innego.
Nagle spojrzał na zegarek i skrzywił się.
- Za parę minut muszę być pod boiskiem. Mogę ci wyjaśnić wszystko po drodze?
Lily już miała powiedzieć, że się spieszy, ale stwierdziła, że byłoby to niegrzeczne, więc już po chwili szli przez już puste korytarze w kierunku drzwi wyjściowych.
- Spojrzałem na twój rysunek... - zaczął w dość szybkim marszu tłumaczyć mężczyzna. - Nie ukrywam, że nie znam się na malarstwie, ale mam chyba jakieś takie ludzkie poczucie estetyki, a ten rysunek naprawdę mi się spodobał.
Lily uśmiechnęła się delikatnie nieco speszona. Nikt poza Mattim nie oglądał jej rysunków i nikt poza nim ich nie chwalił, więc mogła sobie wmawiać, że tak je zachwala ze względu na ich wieloletnią przyjaźń, jednak pan Salzman jej wcale nie znał i pochwalił ją sam z siebie.
- Dziś rano pani dyrektor mówiła, że trzeba nam  uczniów którzy pomogliby przy dekoracjach na zbliżający się  mecz. Pomyślałem, że może mogłabyś pójść dziś albo jutro ze mną do pani Smith która koordynuje i nadzoruje mecze - wyjaśnił jej gdy wychodzili z budynku.
W dziewczynę uderzyło chłodne, rzeskie powietrze z podobną mocą jak ta propozycja. Nie wiedziała co ma powiedzieć. Owszem, lubiła rysować, ale od kąd umarł jej brat i spadło na nią więcej obowiązków nie rysowała zbyt często.
- Ja... Znaczy to bardzo miłe z pana strony, ale... nie wiem czy jestem wystarcząco dobra... - powiedziała zatrzymując się.
- Jak nie spróbujesz to się nie przekonasz - odparł pogodnie.
Lily uśmiechnęła się bez przekonania.
- Znasz go? - spytał nagle mężczyzna marszczac podejrzliwie brwi. Lily odwróciła się w stronę w którą patrzył jej nauczyciel. Na parkingu obok swojego auta stał Damon i przyglądał im się. Gdy zauważył, że na niego patrzy uśmiechnął się do niej jakby nigdy nic i czująco do niej pomagał. Czarownica westchnęła wywracając oczami.
- Niestety tak - mruknęła z niezbyt zadowolą miną.
- Coś nie tak? Pomóc ci jakoś? - spytał zaniepokojony Alaric patrząc na zmianę na Lily i Damona.
- Nie, nie trzeba. Poradzę sobie z nim sama  - odparła uprzejmie.
 - Dobrze. A więc jutro na drugiej przerwie idziemy do pani Smith? - upewnił się mężczyzna.
 - Właściwie czemu nie - wzruszyła ramionami. - Dowidzenia - rzuciła udając się w stronę centrum. Spojrzała na zegarek. Szesnasta dwadzieścia pięć. Miała pięć minut. Może jeszcze zdąży. Poza tym przez nią Matt wyjdzie później z pracy, a wiedziała, że jutro ma ważny sprawdzian i musi się przygotować. Udała więc się szybkim krokiem w stronę Grilla, a co za tym idzie centrum Mistyc Falls całkowicie ignorując przyglądającego się jej wampira. Zastanawiała się właśnie intensywnie czy może w jakiś sposób dotrzeć szybciej do Grilla gdy nagle usłyszała znajomy  męski głos.
- Czyżbyś mnie ignorowała, Skarbie?
Lily aż podskoczyła zaskoczona i odruchowo odwróciła się w stronę skąd odbiegał głos.
 - Nie musiałabym gdybyś odpuścił - oznajmiła chłodno. - Spieszę się.
- Tak, wiem. Masz zmianę w Grillu za... - wampir spojrzał na zegarek na ręku. - Za cztery minuty.
 - Skąd to wiesz? - Czarownica była szczerze zaskoczona.
Damon udał, że się zastanawia.
- Twoja szefowa podała mi twój grafik - odparł takim tonem jakby to, że namówił jej szefową żeby podała jej grafik było całkiem zwyczajne i naturalne, po czym posłał jej jeden z tych swoich swoich czujących uśmieszków.
- Świetnie... - westchnęła Lily wywracając oczami i ruszyła dalej szybkim krokiem w stronę baru w którym pracowała. Miała cichą nadzieję, że odpuści, jednak Damon poszedł za nią.
- Zdecydowanie przepracowywujesz się dziewczyno. Ze wszystkich pracowników pracujesz zdecydowanie najwięcej. Sprawdziłem też twoje świadectwa. Masz jedne z najlepszych wyników na twoim roczniku.  Nasuwa się aż pytanie czemu aż tak bardzo się starasz. Szkoła, praca. To cała masa obowiązków. Skoro już byłem przy świadectwach to przejżałem resztę  twoich papierów. Bardzo intrygujące. Ojciec zginął w Iraku, brat popełnił samobójstwo, a jednak ty masz nieskazitelną opinię i świetne świadectwa. Matka zarabia całkiem sporo jako sekretarka burmistrza, więc czemu tyle pracujesz?
- Daj mi spokój - powiedziała bałagalnym tonem głosu dziewczyna zatrzymując się. - Zostaw mnie w spokoju. Przez ciebie wszystko się zmienia. Ludzie na mnie zwracają uwagę, a ty sam rozgrzebujesz stare sprawy. Jest dobrze jak jest. Nie wpieprzaj się w moje życie - powiedziała całkiem poważnie.
- Już za późno - odparł łagodnie, a na jego ustach pojawił się delikatny uśmiech.
Lily westchnęła zrezygnowana. Słuchanie jego pytań naprawdę ją zmęczyło, a automatyczne opowiadanie na nie w duchu wywołujące nieprzyjemne wspomnienia doprowadziło ją niemal do płaczu.
- Choć, podwiozę cię do Grilla bo inaczej  za nic nie zdążysz.
- Damon, nie wsiąde do twojego samochodu - powiedziała z westchnieniem.
Jak grochem o ścianę. Ty mówisz "NIE", a on swoje.
- To co, mam cię tam zanieść? Nie wygłupiaj się i wsiadaj. Jesteś taka sumienna... Przecież chcesz zdążyć.
Młoda czarownica ponownie westchnęła zrezygnowana.
- Ale zabierzesz mnie bezpośrednio do Grilla i nigdzie indziej?
- A jak ci pozwolę jechać z przodu to w Grillu dostanę coś dobrego? - spytał z rozbrajającym uśmieszkiem obniżając częściowo swoje kły.
- Bardzo zabawne - zironizowała wywracając ponownie oczami. Po czym wraz z Damonem ruszyła do jego samochodu.
Nie zauważyli, że Alaric z obawy o swoją uczennicę przez cały czas im się przyglądał.

sobota, 20 czerwca 2015

Rozdział 5

Było około południa, kiedy w z pozoru całkiem zwyczajnym domu gdzieś w Mystic Falls rozległo się pukanie.
Znalezione obrazy dla zapytania maggie smith Avery Blackwell podeszła do drzwi by je otworzyć. Wglądała tak jak zwykle. Kręcone blond włosy miała upięte w niedbały kok, a ubrana była w elegancką, zwyczajną sukienkę. Zdecydowanie nie wglądała jak jedna z potężniejszych czarownica świecie. Wyglądała jak całkowicie zwyczajna, zadbana starsza kobieta, przykładna, kochająca babcia. Właśnie wybierała się do swojej przyjaciółki i sąsiadki, Sheili. Była pewna, że to jej wnuczka, Lily. Z uśmiechem na ustach nacisnęła na klamkę, otworzyła drzwi i jej oczom zamiast ukochanej wnuczki ukazał się wysoki, postawny brunet. Na oko mógł mieć dwadzieścia pięć lat. Uśmiechnął się do niej czarująco. Jednak wiedźmie na jego widok uśmiech zrzedł. Dobrze wiedziała kim on jest.
- Musimy porozmawiać, Avery - oznajmił opierając się nonszalancko o framugę drzwi. - Wpuścisz mnie?
- Wynoś się stąd - warknęła. Chwyciła za drzwi chcąc je czym prędzej zamknąć.
- Zaczekaj, moja droga... Myślałem, że uda nam się po dobroci, ale cóż... Mieli racje ci co mówili, że czarownice z Paney to twarde sztuki. Jednak słyszałem też, że nic nie jest dla nich ważniejsze niż rodzina - mówił rozluźniony.
- Gdzie ona jest? - syknęła coraz bardziej wściekła wiedźma.
- Ale kto? - spytał Damon udając że nie wie o czym do niego mówi.
- Lily - wycedziła przez zaciśnięte zęby, a Damon poczuł ból rozsadzający mu czaszkę. Jęknął łapiąc się za głowę. - Mów gdzie ona jest, wampirze!
- Negocjujmy - udało mu się wydukać przez ból ogarniający całe jego ciało. Nagle potworny ból zniknął tak szybko jak i się pojawił. Wampir wyprostował się.
- Oddam ci wnuczkę. Całą, zdrową i nietkniętą w zamian za kilka informacji.
Wiedźma przyglądała mu się dłuższą chwilę, a w jej błękitnych oczach kryła się nienawiść.
- Jakich informacji?
- Pogadamy jak mnie wpuścisz.
- Jaką mam pewność, że Lily żyje, a nie po prostu zabiłeś ją i teraz wyciągniesz ze mnie informacje?
- A więc dobrze. Pójdę po nią, ale dopóki nie odpowiesz na wszystkie pytania będzie siedzieć obok mnie i nie próbuj żadnych numerów, bo jeden ruch i ona zginie albo z mojej ręki, albo mojego brata - zagroził. Udał się do samochodu. Tam czekali Stefan i Lily. Młodszy brat Damona nie wyglądał na zadowolonego tym, że ten nie wtajemniczył go do końca w plan, ale wampir wiedział, że Stefan nigdy nie zgodziłby się na coś takiego.
- Jest w domu. Możemy iść - oznajmił brunet otwierając drzwi samochodu.
Stefan i Lily wysiedli i w trójkę ruszyli w stronę drwi wejściowych. Tuż przed wyżej wspomnianymi drzwiami Damon złapał niezbyt delikatnie Lily za ramię.
- Damon, puść mnie - zażądała zaskoczona dziewczyna.
- To jest właśnie mój plan - rzucił tylko wampir do swojego młodszego brata. Stefan nie zdążył zaprotestować bo drzwi się otworzyły, a w nich stanęła babcia Lily.
- O to i twoja wnuczka w stanie nienaruszonym. Jak obiecałem. A teraz ty dotrzymaj swojej części umowy.
- Babciu... - wszeptała dziewczyna nie rozumiejąc co się dzieje.
- W coś ty się wpakowała, Lily..? - westchnęła Avery z troską wymalowaną na twarzy. Następnie przeniosła spojrzenie na wampiry, a jej mina kompletnie się zmieniła. Teraz dobitnie wyrażała wściekłość, obrzydzenie i chęć mordu, które tak nie pasowały do tej z pozoru miłej i spokojnej staruszki.
- Wejdźcie - warknęła chłodno w stronę Damona i Stefana usuwając im się z drogi.
Starszy z wampirów uśmiechnął się pod nosem i cała trójka weszła do środka. Udali się za czarownicą do salonu.
- Lily, przysięgam, że o niczym nie wiedziałem... - szepnął Stefan do dziewczyny.
- Akurat - prychnęła zdenerwowana Lily.
- Niem wiedział. To był mój genialny plan. Tak jak mówiłem to nie ja jestem, tym lepszym bratem - prychnął rozbawiony ciągnąc Lily ze sobą do salonu. Usiedli ze Stefanem po obu stronach dziewczyny na kanapie. Nieopodal na fotelu usiadła Avery Blackwell .
- Posłuchaj mnie, wiedźmo... Interesuje mnie Klaus. Wiesz coś o nim, prawda? - zaczął Damon.
- A czemuż to cię zainteresował Klaus?
- Ja tu zadaję pytania. Więc zamilcz i odpowiadaj, jeśli nie chcesz zobaczyć jak twoja mała Lily umiera, albo co gorsza zostaje przemieniona w wampira... Chcę wiedzieć kim jest Klaus i czego może chcieć w Mistyc Falls.
- Nie wiesz kim jest Klaus? - Avery uśmiechnęła się delikatnie, jakby nie spodziewała się tak łatwego pytania. - Klaus to wampir nad wampirami. Pierwotny, jeden z sześciu pierwszych wampirów stworzonych przez pewną wiedźmę, która była również jego matką - odpowiedziała, jednak to nie było wszystko co wiedziała o Klausie. Wykorzystała to, że wampiry nie wiedzą o co pytają i ukryła kilka znaczących faktów dla samego Klausa i rodziny pierwotnych. - Nie mam pojęcia czego może od was chcieć, ale wiedzcie, że z Klausem nie ma targów. On zawsze dostaje to czego chce... - Jej ostatnie zdanie zabrzmiało jak jawna groźba.
- Jeszcze zobaczymy - odezwał się Stefan w którym aż krew zawrzała na myśl, że ten wampir chce zrobić Elenie krzywdę.
- No to świetnie. To mamy już ustalone. Bohater-Stefan znów będzie mógł ocalić świat i swoją dziewczynę - podsumował nieco sarkastycznie Damon. - A teraz przejdźmy do kwestii które mnie interesują... Powiedz mi czym ona jest. - Dodał wskazując wzrokiem na Lily.
- Jesteś aż taki głupi, wampirze? Skoro ja jestem czarownicom to kim może być moja wnuczka?
- Więc to prawda? Jestem czarownicą i ty też? A mama, czy ona...? - zaczęła Lily, ale starszy Salvatore jej przerwał.
- Dobrze, dobrze... Pogadacie sobie potem. Ja się pytam czym jest jeszcze poza byciem wiedźmą?
- Jest czarownicą i to wszystko. - odparła pewnie kobita z pokerową twarzą.
- Z tego co wiem to na wiedźmy działa hipnoza, a szczególnie na takie które nie wiedzą, że są wiedźmami, więc czemu na nią to nie działa? - naciskał Damon coraz bardziej zirytowany tym, że wiedźma stara się go wykiwać.
- Poję ją werbeną. Chyba znasz jej działanie, prawda?  - upierała się dalej przy swoim Avery.
- Myślisz, że bym tego nie wyczuł, głupia wiedźmo?! - wybuchnął nagle. Jego twarz zmieniła się ze spokojnej na wprost wściekłą, a w jego czach ukazała się dzikość jaką można było obserwować u wampirów tuż przed atakiem.  Chwycił nagle dziewczynę za włosy i odchylił jej głowę do tyłu.
- Damon! - Lily pisnęła przerażona, a Stefan natychmiast wstał żeby powstrzymać brata. Starszy wampir obnażył swoje kły przysuwając swoją twarz do jej szyi.
- Rusz się, bracie, a ją rozszarpię. Dobrze wiesz, że nie żartuję. A ty wiedźmo mów natychmiast czym ona jest, albo daj jej zabrać tą tajemnicę do grobu!
Nastała chwila ciszy w której Damon i Avery mierzyli się spojrzeniem jak para pokerzystów w czasie rozgrywki. Jedyne co było słychać to cichy szept Lily, który składał się na "Damon, proszę..."
- Krew wampira - wysyczała wreszcie przez zaciśnięte zęby czarownica.
- Krew wampira? - powtórzył Damon odczuwając się nieco od szyi zapłakanej dziewczyny, kiedy teraz na to spojrzał to to nie było zbyt dobre posunięcie, bo teraz to już go na pewno znienawidzi, jednak nie było niestety innego wyjścia. Nie z wiedźmą z Blackwellów. Z resztą właściwie dlaczego interesowały go w ogóle uczucia tej małej wiedźmy do niego?
- Wampiry i czarownice nienawidzą się od wieków. Jesteście całkowitym wynaturzeniem, a my zabijamy was kiedy tylko możemy, więc raczej sytuacja w której wampir daje czarownicy swoją krew by ją uratować nie mogłaby mieć miejsca, a jednak miała. Pewnego dnia Lily poszła na spacer z nianią. Spotkały jakiegoś wampira. Nie wiemy jak to się stało, ale ten wampir zabił jej nianię ją natomiast napoił własną krwią. Przez to jest odporna na działanie wampirów, a jej krew i ona sama jest dla was cudowniejsza niż inni ludzie.
- Innymi słowy jest dla wampirów taka jak wampiry dla ludzi? - upewnił się zaskoczony Stefan.
- Tak - odpowiedziała wiedźma.
Damon był zaskoczony. Nigdy by na to nie wpadł. Miał tylko nadzieję, że Lily uwierzyła, że Stefan nie miał nic wspólnego z jego planem, bo mogła się okazać przydatna w rozpoznaniu i pokonaniu Klausa. Wziął kilka oddechów. Spojrzał w jej zapłakane, błękitne oczy, pogładził jej jasne włosy i posławszy w jej stronę delikatny uśmiech mówiący "Spisałaś się" puścił ją.
Dziewczyna natychmiast zerwała się i uciekła jak najdalej od niego. Zatrzymała się dopiero przed schodami spoglądając na nich wszystkich. Damon widział po jej spojrzeniu, że się na nim zawiodła. I nie wiedzieć czemu na wskutek jej spojrzenia poczuł jakby ktoś wbijał mu kawałek drewna w pierś. Gdyby nie fakt, że Lily dopiero dzisiaj dowiedziała się, że jest wiedźmą pomyślałby, że to sprawka czarów.
Dziewczyna po kilku sekundach wbiegła po schodach do góry. W salonie nastała krępująca cisza.
Damon wstał, otrzepał spodnie z niewidzialne pyłu i klasnął lekko w dłonie.
- No, na nas już czas, braciszku. Miło nam było, Avery. Musimy to jeszcze kiedyś powtórzyć - przerwał ciszę, a jego głos był swobodny jakby kończyli miłą partyjkę Brydża.
Stefan wstał, a razem z nim starsza czarownica. Odprowadziła braci Salvatore do wyjścia. Jednak gdy Damon próbował zaraz za bratem opuścić dom, wiedźma zatrzymała go łapiąc za ramię.
- Posłuchaj mnie, wampirze... - syknęła, a Damon poczuł znowu niewiarygodny ból w ramieniu za które trzymała go Avery. - Jeśli zobaczę cię chociaż niedaleko Lily to nie dożyjesz kolejnego zmierzchu. Zrozumiano?
- Mhm... - wydukał tylko wampir w spazmach bólu.
Wtedy kobieta go puściła i ból nagle zniknął. Salvatore chwycił odruchowo za ramię i rozmasował je z niezadowolonym grymasem. Wyszedł czym prędzej z domu wiedźmy, a ta zaraz za nim zamknęła z impetem drzwi.
Przez całą drogą samochodem nie zamienili ze Stefanem ani słowa. Każdy z nich był pogrążony w swoich myślach. Stefan starał się połączyć fakty odnośnie Klausa i dojść do tego co może chcieć od Eleny. Damon natomiast zastanawiał się jak to rozegrać żeby namówić Lily i Bonnie by pomogły mu uwolnić Katherine z grobowca i nie zostać zamordowanym przez wściekłą Avery. Jak na razie wydawało się to niewykonalne. Jednak kochał Katherine i nigdy nie był tak bliski uwolnienia jej jak w tym momencie.






Lily siedziała w pokoju, który dawniej należał do jej matki. Był całkowicie zwyczajny. Ściany były pomalowane na beżowo, boazeria była w kolorze mahoniu, podobnie jak podłoga, szafa, biurko i rama łóżka. Jedną rzeczą, która nie pasowała do konserwatywnego, klasycznego wnętrza był różowy, frędzlowaty dywan na którym leżała dziewczyna patrząc się w sufit. Babcia była bardzo konserwatywna i jej matce nie wolno było mieć niczego w pokoju co sama wybrała, bo w oczach Avery Blackwell uchodziło to za brzydkie, kiczowate i niegodne dziewczynie z takiej rodziny. Jednak podobno Leonie strasznie na tym zależało by mieć coś swojego. Matka w końcu się zgodziła, ale tylko na dywan. Matka Lily wściekła na Avery kupiła najbardziej kiczowaty i nieodpowiedni dywan jaki tylko był w sklepie.
Dziewczyna usłyszała pukanie, jednak nawet nie drgnęła.
- Lily, mogę wejść? - usłyszała łagodny głos babci.
Nie odpowiedziała, ale usłyszała skrzypnięcie otwieranych drzwi.
- Znowu leżysz na podłodze..? - westchnęła kobieta. - Przecież wiesz, że nie powinno się...
- A powinno się okłamywać ludzi? - odezwała się wreszcie Lily, a jej głos był chłodny i jakby nieobecny.
Starsza czarownica westchnęła ponownie zamykając za sobą drzwi i siadając na łóżku.
- Twojej matce zależało żebyś nie wiedziała. Musiałam uszanować jej wolę. Miałam zamiar ci powiedzieć kiedy będziesz mieć osiemnaście lat i sama będziesz mogła decydować o tym czy chcesz magię, czy też jej nie chcesz.
- Więc mama jej po prostu nie chciała? - w jej głosie pojawiła się maleńka iskra zaciekawienia topiąca powoli lód obojętności i wściekłości.
- Zrezygnowała z niej, przestała jej używać po prostu.
- Dlaczego? - spytała podnosząc się do siadu i spoglądając na swoją babcię.
- Nie mam pojęcia - skłamała staruszka. - Może ci kiedyś to opowie.
- Nie sądzę... - westchnęła kładąc się z powrotem.
- Ale skoro już wiesz to myślę, że możesz sama dokonać wyboru...
- To nie może być takie łatwe, że po prostu chcę żeby coś się stało i to się dzieje... - zaczęła dziewczyna.
Na twarzy Avery pojawił się delikatny uśmiech, którego leżąca na podłodze Lily nie była w stanie ujrzeć. Wiedźma wyczuwała zainteresowanie magią w swojej wnuczce. Liczyła na to że uda jej się zainteresować nią Lily na tyle żeby zdecydowała się na życie prawdziwej czarownicy, a nie kogoś kto wyrzekł się swojej rodziny i pochodzenia. Zawsze marzyła, żeby wyszkolić córkę na potężną wiedźmę. Z jej własną się to nie udało, ale Lily miała potencjał i Avery liczyła na to, że z nią się uda.
- Oczywiście, że nie. Ale od czego są księgi zaklęć.
- Babciu, ja nawet nie wiem, czy odziedziczyłam jakąkolwiek moc...
- Zapewniam cię, że odziedziczałaś i jest ona potężniejsza niż moja, czy twojej matki.
- Przez tego wampira?
- Tak, wbrew naszym oczekiwaniom odwalił kupę dobrej roboty.
- Ale czemu mi pomógł? Wampiry chyba nie rozdają swojej krwi byle komu i raczej nie ratują śmiertelnikom życia. Przynajmniej tak mówiłaś...
-  Bo tak jest. Nie mam pojęcia czemu ten wampir, ani czemu dał ci swoją krew - skłamała ponownie. - Ale przez to stałaś się potężniejsza i chętnie ci to udowodnię - dodała po czym wyszła. Po chwili wróciła z opasłą księgą i trzema świeczkami. Postawiła świeczki na biurku, a przed nimi księgę, którą otworzyła na odpowiedniej stronie.
Lily wstała z podłogi i podeszła do babci.
- Dzięki temu zaklęciu możesz je podpalić - wyjaśniła wskazując formułkę na pożółkłych stronach księgi. - Musisz tylko ułożyć dłonie, o tak... - kontynuowała. Chwyciła ją za dłonie i ułożyła je nad świeczkami. - Wypowiedzieć zaklęcie i uwierzyć, że świeczki zapłoną.
Lily westchnęła i spróbowała. Wymówiła dziwnie brzmiące zaklęcie, jednak knoty świeczek nawet nie ściemniały.
- Nie przejmuj się. Nikomu nie wychodzi za pierwszym razem. Spróbuj jeszcze raz. Musisz poczuć ten ogień, który chcesz wzniecić całym ciałem.
Dziewczyna spróbowała ponownie, jednak znów nic z tego nie wyszło.
- To bez sensu... Nie potrafię - jęknęła zrezygnowana.
- Oczywiście że potrafisz. Spróbuj jeszcze raz.
Lily naprawdę chciała wierzyć w to że potrafi, w to że jest wyjątkowa, w to że nie jest wcale gorsza od tych wszystkich popularnych dzieciaków. Skupiła się maksymalnie i wymówiła powoli i dokładnie słowa zaklęcia, poczuła rozchodzące się po jej ciele ciepło, zamknęła oczy i wymówiła zaklęcie jeszcze raz. Gdy ponownie otworzyła oczy wszystkie świeczki pięknie się paliły.
- Widzisz, Lily? Potrafisz.
Dziewczyna omal nie rozpłakała się ze szczęścia. Potrafiła, umiała, była wyjątkowa.
- Musisz jeszcze coś wiedzieć o tym zaklęciu. Używa się go jako pierwsze zaklęcie, którego uczy się młode czarownice, jednak zawsze wykonuje się je na jednej świeczce, a zwyczajnym czarownicom,  jak ja czy twoja matka udaje się ją zapalić dopiero za kilkunastu próbach.
- N-naprawdę? - spytała dziewczyna z niedowierzaniem.
- Tak Masz wielką moc. - odparła Avery zgodnie z prawdą. - To co, od jutra zaczynamy lekcje? - spytała z uśmiechem malującym się na jej twarzy.
- Nie mogę się doczekać - odparła Lily z uśmiechem.