Już naprawdę nie wiedziała co o tym myśleć. Każdy centymetr jej ciała podpowiadał jej żeby uciekała, w głowie miała jedynie bliżej nie zidentyfikowany szum, ale serce z nieznanych jej powodów podpowiadało jej, że Damon nie zrobi jej krzywdy. Wpatrywała się w te jego przerażające oczy stojąc jak sparaliżowana, a on oddychał głęboko próbując się uspokoić. Po chwili wyglądał całkiem normalnie. Podniósł się z kucków i powoli podszedł do dziewczyny. Przerażona Lily przywarła do zimnego muru całą powierzchnią swojego ciała starając się jak najbardziej odsunąć od mężczyzny. - Jesteś... Ty jesteś.... - jąkała się patrząc na niego z przerażeniem i zaciągając się nerwowo powietrzem. Damon ignorując jej słowa i przerażenie tlące się w jej błękitnych oczach podszedł do niej blisko. Za blisko. Dziewczyna pisnęła ponownie z przerażenia i zamknęła oczy, gdy chwycił ją za ramiona.
- Uspokój się - powiedział stanowczo starając się mimo rozdrażnienia zabrzmieć łagodnie.
- Czy on..? Czy on próbował..? - zaczęła dziewczyna starając się oddychać głęboko i uspokoić bijące z zawrotną szybkością serce.
- Tak, on próbował cię zabić - odparł spokojnie mężczyzna. Wiedział, że nie brzmi to pocieszająco, ale skoro do tej pory nie zemdlała to da sobie radę z przyswojeniem tej sytuacji w pełni.
- A czy on... Znaczy... Czy Mike nie żyje? - spytała nieco spokojniej, jednak wzrok wciąż miała rozbiegany i przerażony.
- Nie żyje - potwierdził łapiąc ją za podbródek i tym samym zmuszając ją by patrzyła mu w oczy. - Wiem że to trudne, ale skup się na chwilę. Znasz go?
- Ja... Tak. Oczywiście że tak. To były facet mojej matki. Jeden z tych z którymi się spotykała nieco dłużej.
Damon widział, że się go boi. Z jednej strony to było oczywiste, gdyż właśnie przed chwilą pokazał jej mroczniejszą stronę swojej natury. Musiała by być naprawdę głupia żeby się nie przestraszyć, jednak z drugiej strony to był okrutny paradoks, bo gdyby nie zrobił tego to już dawno by nie żyła.
Mężczyzna zamknął oczy, wziął głęboki oddech żeby się jak najbardziej skupić i powiedział spokojnie:
- A teraz o tym zapomnisz. Zapomnisz wszystko co widziałaś przed barem. Wrócisz spokojnie do domu jak gdyby nigdy nic...
Lily przez chwilę wyglądała jakby hipnoza podziałała.
- Zwariowałeś?! Tu zginął człowiek. Co gorsza on chciał mnie zabić! Nie możemy tego tak zostawić! - powiedziała po chwili, a w jej głosie brzmiała pretensja.
Damon przeklął wściekły pod nosem.
Czemu to nie działa?! Czemu to do cholery nie działa?! Wszystko byłoby o wiele prostsze...
- Zbieraj się w takim razie. Musimy pozbyć się ciała - zakomunikował beznamiętnym tonem jakby to zdanie było u niego na porządku dziennym. Po czym podszedł do martwego reportera.
- Co?! - spytała dziewczyna w szoku. - Ukryć ciało? Zwariowałeś? To trzeba zgłosić... Coś zrobić...
- W sumie masz rację. - Damon wzruszył obojętnie ramionami. - Od czego jest Pani Szeryf.
Mężczyzna wyciągnął z kieszeni spodni telefon.
- Pani Szeryf? - zapytał do słuchawki. - Mamy kolejnego. Tak, tak.... Próbował zabić dziewczynę. Nie wiem... Tak, nie żyje. Tylne wejście do Grill'a. To normalne... Roztrzęsiona i przerażona. Spróbuję jakoś z nią porozmawiać i odwiozę do domu. Dobrze... Dobrze... W takim razie do zobaczenia jutro rano.
Mężczyzna rozłączył się.
- Dobra wiadomość - oznajmił. - Możemy jechać do domu.
- To.... To dobrze... - stwierdziła niepewnie dziewczyna. Coś jej nie pasowało, ale była do końca pewna co...
- Panie przodem - powiedział Damon przepuszczając ją przed siebie. - Mój wóz stoi na parkingu.
Dziewczyna poszła z wampirem na parking. Jedynym samochodem, który tam stał był staromodny, czarny Chevrolet. Do niego też wsiedli.
- Camaro z 96tego? - spytała Lily z uznaniem gdy przemierzali ciemne uliczki Mistic Falls przerywając tym samym ciszę jaka między nimi zapanowała, a w której to każde z nich zastanawiało się nad czymś innym. Lily głowiła się nad tym czemu Damon jedzie okrężną drogą, a umysł Damona zaprzątała myśl jak to możliwe żeby zwykły śmiertelnik, który dopiero dziś dowiedział się o wampirach potrafił się oprzeć ich urokowi. To było niemożliwe.
- Nie wierzę... Znasz się na autach? - spytał z rozbawionym uśmieszkiem na ustach.
- Trochę. Mój starszy brat się tym interesował, więc chcąc nie chcąc trochę tam wiem.
- Interesował? - spytał mężczyzna akcentując dokładnie czas przeszły którego użyła. Oderwał na chwilę wzrok od drogi i spojrzał na blondynkę.
- Tak. Nie ma go już - odparła krótko, a po jej głosie łatwo się było domyślić że nie chcę o tym gadać, jednak Damon zbytnio się tym nie przejął. Przejmowanie się uczuciami innych nie leżało w jego naturze.
- Wypadek samochodowy? - strzelił w ciemno.
- Samobójstwo.
- Proszki, czy żyletki?
- Skok z mostu.
- Jak romantycznie... - stwierdził z przekąsem.
- Pani Szeryf wie że jesteś..?
- Wampirem? Nie. Myśli, że chcę je łapać, że jestem młodym Łowcą.
- Ale wie o ich istnieniu? - spytała, a właściwie to upewniła się Lily przyglądając się swoimi bystrymi, błękitnymi oczami mężczyźnie.
- Coś dużo pytań mi tu zadajesz... - zauważył Damon, a rozbawiony uśmieszek nie schodził mu z ust.
- Po prostu chcę wiedzieć na czym stoję.
- Pani Szeryf wie o istnieniu wampirów podobnie jak cała Rada Założycieli. To oczywiste, ale zastanawiające jest to, że ty nic nie wiesz... - powiedział z roztargnieniem nie odwracając wzroku od drogi.
- Dlaczego miałabym coś wiedzieć?
- Może dlatego, że dwa razy oparłaś się mojej hipnozie... - odparł brunet, a jego usta wykrzywiły się w grymas szczerego niezadowolenia.
Szczególnie żałował tego pierwszego razu, gdy się poznali. Damon miał zamiłowanie do pięknych kobiet, szczególnie do jednego typu urody: długie brązowe włosy, lekko śniadania cera, ciemne oczy. Jednak ona była całkowitą przeciwnością. Za grosz podobieństwa do Katherine. Nie była pewna siebie, zuchwała i nie ociekała seksem. Dodatkowo była blondynką o porcelanowej cerze. Jednak w jakiś dziwny, magnetyczny sposób go pociągała i to tak bardzo jak żadna kobieta w minionym wieku. Była taka inna. Jedyne co je łączyło to lśnienie oczu gdy były czymś zainteresowane.
Dziewczyna zmarszczyła brwi próbując sobie przypomnieć te momenty o których mówił.
- Więc wtedy w Halloween... i wtedy przed barem próbowałeś mnie zahipnotyzować?
- Dokładnie. To jedna z tych rzeczy które odróżniają mnie od normalnego człowieka. Mogę kazać im zrobić co zechce... Mogę wymazać niewygodne wspomnienia.
- Więc czemu się nie udało ze mną?
- Poproszę inny zestaw pytań - powiedział mężczyzna z obojętnością w głosie nie odrywając wzroku z drogi.
- Ale ja chcę wiedzieć właśnie to - uparła się dziewczyna.
- Ale ja też chciałbym to wiedzieć.
- Więc nie znasz przyczyny?
- Gdybym znał już dawno bym cię zabił, ale tak to możesz się jeszcze przydać...
- Nie prawda. Nie zabiłbyś mnie. Uratowałeś mnie - powiedziała starając się zabrzmieć pewnie, choć sama nie miała pewności czy tak by było.
- Skąd ten pomysł? Masz za wysokie mniemanie o sobie. Może ja go po prostu nienawidziłem i wykorzystałem okazję.
- Nie znałeś jego imienia.
- Ustalmy jedno. Nie uratowałem cię. Nie mam w zwyczaju ratować dam w opałach. To działka mojego brata.
- To co ty masz w zwyczaju z nimi robić?
- Porywać co najwyżej... Uprawiać z nimi namiętny seks, wyzwalać w nich najgorsze instynkty, doprowadzać je do szaleństwa i kosztować ich krwi... - powiedział z roztargnieniem wyliczając na palcach.
- A co jeśli ci się jakaś jednak oprze? - spytała ze zuchwałym uśmieszkiem na twarzy i charakterystycznym błyskiem w oku.
- To się raczej nie zdarza - zapewnił ją. - Ale zawsze mam w zanadrzu hipnozę...
- A co jeśli i hipnoza nie podziała? - spytała z coraz większym rozbawieniem.
Damon spojrzał na nią. Jego twarz wprost emanowała pewnością siebie.
- Nie martw się, Skarbie... I tak jeszcze kiedyś będziesz moja. To kwestia czasu.
Lily prychnęła oburzona pod nosem i odwróciła głowę spoglądając za okno.
Kobieta z charakterkiem, pomyślał Damon z zadowoleniem.
Po kilku kolejnych minutach jazdy Lily zaczęła się niepokoić. Jechali nie w tą stronę.
- Gdzie ty jedziesz? Jedziemy w złą stronę. Mój dom jest tam. - Zdziwiona wskazała dłonią w przeciwną stronę.
- Jedziemy w dobrą stronę - stwierdził mężczyzna ze spokojem. - Powiedziałem, że jedziemy do domu. Wcale nie powiedziałem, że do twojego.
Po jego słowach Lily ogarnęło przerażenie. W tym momencie zdała sobie sprawę, że to niebezpieczny człowiek, że przed chwilą zabił na jej oczach wampira.
- Zawracaj. Ja chcę do domu.
Jednak Damon nic sobie nie robił z jej słów.
- Natychmiast! - rozkazała. Tym razem ton jej głosu nie był tak delikatny i kojący.
- Hmmm... Niech się zastanowię.. - Damon udał zamyślenie. - Nie.
- To mnie wypuść - zażądała. - Słyszałeś? Chcę wysiąść. Już. Teraz. Natychmiast!
- Wypuść mnie! - krzyknęła, a w jej oczach zabłyszczały łzy. Była przerażona.
- Te gwiazdy... No i księżyc taki duży... Za tydzień pełnia. Romantycznie, nie sądzisz?
- Wypuść mnie natychmiast!- wrzasnęła - Chcę wysiąść! Nie rozumiesz?! Zatrzymaj się ale już!
Damon niespodziewanie zatrzymał się. Lily spojrzała na niego zdziwiona, ale natychmiast otworzyła drzwi i czym prędzej wysiadła z auta, ale zanim zdążyła rzucić się biegiem przed siebie on zastąpił jej drogę.
- A miało być miło - stwierdził Damon wzruszając ramionami.
Chwycił dziewczynę i przerzucił sobie przez ramie jakby ważyła tyle co nic. Wyrywała się, krzyczała, prosiła, błagała, ale Damon nie puszczał. Wrzucił ją niczym zwłoki do bagażnika i zamknął klapę.
Lily była przerażona. Nie miała pojęcia co się z nią stanie, wszędzie było ciemno. Usłyszała warkot silnika i samochód ruszył, po chwili zrobił ostry zakręt, a na wciśnięta do bagażnika dziewczynę spadła cała masa chłodnych woreczków z jakąś dziwną cieczą. Drżącymi dłońmi otworzyła jeden z nich i powąchała zawartość. Wyczuła charakterystyczny mdławy zapach krwi.
Z jej ust wydarł się przerażony pisk. Jak oparzona upuściła woreczek. Samochód wziął kolejny ostry zakręt i cała ciecz wylała się z woreczka. Lily była cała we krwi. Wszystko było we krwi. Wszystko się lepiło od krwi.
Dziewczyna nie wiedziała co się z nią dzieje. Na raz była wściekła, przerażona i było jej cholernie niedobrze od ostrych zakrętów, niewielkiej ilości tlenu i duszącego zapachu krwi.
- Witam moje gołąbeczki - zawołał Damon od progu zastając Elenę przytuloną do jego brata u nich na kanapie. Coś było nie tak. Elena jak rzadko była przerażona.
- Dobrze że jesteś. Mamy problem - oznajmił młodszy z braci Salvatore.
- Jak na ironię chciałem powiedzieć to samo, braciszku... O co chodzi?
- Ktoś chce dorwać Elenę. Nie wiemy o co chodzi... Przyszedł do niej Mike Flower. Mówił, że Klaus jest już blisko... Kim jest do cholery Klaus? - Na pierwszy rzut oka widać było, że Stefan jak to Stefan jest niezwykle przejęty tym, że coś grozi Elenie. - Musimy dorwać Mike'a i wyciągnąć z niego o co chodzi.
- Hmmm... To może być trochę trudne - stwierdził Damon marszcząc nos w zamyśleniu.
- Co masz na myśli? - spytała zadziwiona Elena.
- Właściwie to on... Jakby to powiedzieć... Nie żyje.
- CO?! - spytali na raz Elena wraz ze swoim chłopakiem.
- Zaatakował ją - odparł starszy mężczyzna jakby to praktycznie bezosobowe, proste zdanie wszystko wyjaśniało.
- Kogo?
- Lily.
- Kogo?
- No tą dziewczynę - odparł Damon patrząc znacząco na Stefana.
- Tą o której mi mówiłeś ostatnio?
- Dokładnie.
- No to mamy przesrane... -westchnął załamany Stefan zatapiając palce w swoich włosach.
- Ale o co chodzi? O jaką dziewczynę? - zaczęła się powoli denerwować Elena.
- Chodzi o dziewczynę, która wygląda i zachowuje się jak zwykły człowiek, ale jednak coś z nią jest nie tak. Ona jest odporna na wszelkie rodzaje hipnozy - wyjaśnił Stefan.
- Żadna filozofia. Po prostu werbena - stwierdziła dziewczyna.
- No właśnie cała nietypowość polega na tym, że ona nie ma werbeny...
- Ale jak to możliwe?
- Próbujemy się właśnie tego dowiedzieć. - Damon wywrócił oczyma. - Możemy już iść? Czeka w samochodzie - zwrócił się tym razem do brata.
- Przywiozłeś ją tu? - zdziwiła się dziewczyna.
- Ale jak? - Stefan również był w szoku. Skoro została zaatakowana przez wampira to jakim cudem po dobroci wsiadła do samochodu innego wampira. To było nie logiczne. Nagle zdał sobie sprawę, że to przecież jego brat i natychmiast wstał po czym ruszył w stronę wyjścia. Za nim poszedł Damon i Elena.
Młodszy mężczyzna podszedł do auta swojego brata, ale nigdzie nie mógł dostrzec dziewczyny. Zaczął się niepokoić.
- Gdzie ona jest? - zapytał.
Damon podszedł ze stoickim spokojem do bagażnika i za pomocą klucza otworzył klapę. Lily wciąż tam leżała skulona.
Była przerażona i cała we krwi.
- Przyjacielem - stwierdził mężczyzna podając jej dłoń.
- To dziwnie okazujesz tą swoją przyjaźń - stwierdziła próbując się wygramolić z bagażnika bez pomocy Damona.


Brak komentarzy:
Prześlij komentarz