Dziś jest jeden z moich najgorszych dni. Halloween. A czemu jest jednym z najgorszych ? Już odpowiadam wam na to pytanie. W mojej szkole będzie bal halloween'owy, na który zaproszona jest cała szkoła, a także dwoje nowych mieszkańców Mistic Falls. Bracia Salvatore. Stefan Salvatore, ten młodszy, chodzi ze mną do szkoły. Od pierwszego dnia szkoły już należy do elity szkolnej. Przez niego Elena Gilbert, przywódczyni tej elity, zerwała z moim najlepszym (jedynym) przyjacielem Matt'em Donovanem i związała się z nim. Jest w drużynie football'owej. O Damonie Salvatore nie wiem zbyt dużo, ale wiem tyle, że podrywa i sypia z wszystkim co się rusza. Spojrzy na nie swoimi oczami i już wszystkie są jego. Żal mi ich. Ale wróćmy do tego felernego balu. Jest to bal przebierańców, a ja nie mam w co się przebrać. Ogólnie bym nie poszła, ale dla uczniów liceum obecność obowiązkowa. Przeglądam szafe i nie wiem co ubrać. Nagle na głowę spada mi jakieś wielkie pudło. Na pudle napisane jest od Jake'a. Podeszłam do pudła i je
otworzyłam. Gdy zajrzałam do środka już wiedziałam za co się przebiorę.
-Cholera jasna...- przeklną, gdyż nigdzie nie mógł go znaleźć. Już miał szukać go w domu Eleny, gdy zauważył ją.
Była ubrana cala na biało, co w niezwykły sposób kontrastowało z innymi, mrocznymi przebierańcami. Cerę miała w kolorze porcelany, a na ramiona przykryte jedynie białym, zwiewnym materiałem, na który miękko opadały platynowe loki, a do pleców miała doczepione skrzydła. Jej twarz była jasna i świetlista jakby światło księżyca padało tylko na nią. Wyglądała na zdezorientowaną, spłoszoną, ale to dodawało jej tylko uroku i jeszcze więcej niewinności. Damon musiał przyznać, że jak długo żył, nie widział takiej kobiety. Wyglądała jak anioł. Ona była aniołem. Damon musiał sobie przypomnieć jak się oddycha. Po chwili doprowadził się do porządku. Żadna kobieta nie będzie kładła go na łopatki, nie ważne jak piękna i niewinna by była. Podszedł do niej bliżej i uderzył go zapach jej cudownej i słodkiej krwi. Od razu włączył mu się instynkt łowcy. Był gotów wypić jej krew w tej chwili. Potrzebował chwili by stłumic w sobie głód. Wziął jeden z kubków z "pseudo akoholem" i wypił go jednym haustem. Gdy się uspokoił rozajrzał się w około sali. Słodka anielica rozmawiała z chłopakiem z drużyny Stefana. To chyba jego siostrę ostatnio zmienił z nudów w wampira.
Kto by pomyślał, że to miasteczko jest takie małe. Damon wziął głęboki oddech i podszedł do nich.
- ... no i nie wiem gdzie ona jest - powiedział zmartwiony chłopak.
- Na pewno się znajdzie - pocieszała go dziewczyna kojącym i cieplym glosem. Jej głos był jak miód na jego grzeszne wampirze serce.
- Witam - czy mógłbym Ci porwać na chwilę tą śliczną anielicę ? - dziewczyna w odpowiedzi przewróciła błękitnymi jak ocean oczami. Zdziwiło go to, ale sie nie poddawał. Chłopak spojrzał na przyjaciółkę rozbawiony i odpowiedział:
- Tak, proszę - dziewczyna spojrzała na niego morderczym wzrokiem co mnie rozbawiło.
- Myślałam, że pomogę znaleźć ci siostrę i ... - nie dokończyła, bo Matt jej przerwał.- Nie musisz Lily, pewnie znowu szlaja się gdzieś z Jeremy'm. Sam pójdę, ty idź. - powiedział i zniknął w tłumie. Damon uśmiechnął się pod nosem i pociągnął ja tak, że wpadła mu w ramiona. Na jej nieszczęście, a jego szczęście w tle leciała wolna muzyka. To strasznie ułatwiało mu plan.
- Uroczo wyglądasz, gdy się złościsz - dziewczyna spiorunowała go wzrokiem, na co on się zaśmiał. - Oj no już... nie złość się. Masz na imię Lily, ja nazywam się... - nie dokończył.
- Damon Salvatore - powiedziała - wiem. Wszyscy o was mówią. O tobie i o twoim bracie Stefanie. Nawet taka szara myszka jak ja musiała o was usłyszeć.
Mężczyzna zacmokał z aprobatą. Bez słowa pojął jej dłoń i zaczął tańczyć. Myślał, że już zapomniał, bo nie tańczył od ponad stu lat, ale się pomylił. Chociaż wcześniejsza partnerkę miał bardziej skłonną do współpracy. Lily cały czas się wyrywała.
- Dużo jadu i złości... chyba rzeczywiście o mnie słyszałaś. Chociaż nie rozumiem twojej skromności. Nie wyglądasz mi na szarą myszkę.
- Dziś może i nie.... - mimo chłodnego tonu, Damon zauważył rumieńce na jej bladych policzkach.
- Nie zrozum mnie źle. Nie zamierzam wystawić cię na pośmiewisko. - mówił patrząc jej w oczy. Czuł, że zaraz zwariuje. Tak bardzo pragnął jej ciała. Chciał poczuć smak jej ust, widzieć jej rumieńce na policzkach, słyszeć jej jęki, smakować jej krwi i tak bez końca.
- Więc jaki masz cel? - zapytała nieco zdezorientowana, a jej głos stawał się coraz łagodny co oznaczało, że zaczyna mu ufać.
-Dowiesz się... w swoim czasie. - wymruczał mężczyzna ledwie panując nad głosem - A teraz wyjdziesz stąd ze mną, wsiądziemy do mojego wozu i pojedziemy do mnie, a ty będziesz mnie tam całować, dotykać i pragnąć jak nigdy nikogo - powiedział posługując się całą swoją mocą.
Po tym twarz dziewczyny zmieniła się diametralnie. Wyrażał szczery zachwyt. Wyglądało jakby urok zadziałał, ale kiedy Lily już miała zrobić krok w stronę wyjścia nagle się ocknęła i spojrzała na niego gniewnie.
- Jesteś strasznym dupkiem - syknęła i spoliczkowała go. Ze łzami w oczach wybiegła z sali, Damon patrzył z głupia miną na drzwi przez, które wybiegła, nie rozumiejąc co się przed chwilą stało.

Brak komentarzy:
Prześlij komentarz